poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 1 [Rozpoczęcie historii]

Rano budzę się kompletnie niewyspana. Przecieram dłonią oczy, zrzucam z siebie miękką kołdrę i stawiam stopy na zimnej, twardej posadzce. Podchodzę do szafy, z której wyciągam jasną koszulę na ramiączkach i czarną spódnice. Wchodzę do łazienki, myję się, czeszę i ubieram. Wracam do pokoju, który jest pełen różnobarwnych ramek ze zdjęciami moimi i moich przyjaciół, plakatów różnych zespołów rockowych i książek o różnej tematyce. Ściany pomieszczenia mają kolor kremowy, a meble są jasne, wykonane z drewna. Naprzeciwko dużego łóżka znajduje się wielki regał z książkami, które przeczytałam w ciągu swojego życia.
W pośpiechu spostrzegam, że moja komórka wibruje. Podnoszę ją z biurka i czytam powiadomienie. Moja przyjaciółka Kelly przysłała mi smsa o treści „O 7.30 na przystanku.”. Uśmiecham się i rzucam koszulkę do spania na łóżko. Wybiegam z pokoju, łapiąc po drodze torbę, po czym zbiegam jasnymi, marmurowymi schodami. W kuchni witam się z rodzicami zwykłym „cześć”, łapię za butelkę wody mineralnej, po czym pośpiesznie wchodzę do salonu, gdzie całuję babcię w policzek i siadam obok niej. Można powiedzieć, że babcia jest moją drugą matką, ale pierwszą w kolejności. Nie wyobrażam sobie dnia bez jej obecności, to ona mnie wychowała, była przy mnie i nadal jest, gdy jej potrzebuje. Babcia wie także o moich dziwnych snach, będących już rutyną i wspiera mnie w każdy możliwy sposób.
- Witam cię. – szepcze babcia, jak zwykle z nosem w książce.
- Cześć babciu. – odpowiadam i biorę łyka zimnego napoju.
- Jak ci się spało? – pyta starsza pani, odkładając książkę na mały stolik do kawy.
- Jak zwykle. – rozmasowuje skronie – Mam dzisiaj rozpoczęcie roku.
- Widzę. – babcia wskazuje na mój strój, marszcząc czoło.
Uśmiecham się niewinnie i wstaję. Wiem, że babcia nie lubi, gdy odsłaniam ramiona i kolana, jednak w tej sprawie nie konsultuje się z nią.
Jeszcze raz całuję babcię w policzek, żegnam się z nią i ruszam w stronę dużego holu, będącego centrum domu. Willa, nazywana inaczej domem, jest ogromna i bardzo luksusowa. Na wejściu odznaczają się złote elementy i marmurowe zdobienia, których nie da się nie zauważyć. Kuchnia i salon są urządzone z przepychem i elegancją, łazienki także są bardzo wypasione i przepełnione zdobieniami, a sypialnie, wszystkie oprócz mojej, wystrojone w stylu romańskim. Czasem śmieję się, że to pałac, a nie dom.
W holu, zakładam czarne baleriny na małym obcasie, krzyczę, że wychodzę i wybiegam w pośpiechu z domu. Na zewnątrz witają mnie ciepłe promienie słońca i poranny śpiew ptaków. Zaciągam się zapachem róż posadzonych przy ogrodzeniu i wychodzę szybik krokiem na ulicę. Szybkim krokiem docieram do przystanku autobusowego, gdzie czeka na mnie Kelly. Witam się z niską, blondynką o zielonych oczach, ubraną w czarną spódnicę, białą koszulkę, ciemny żakiet i czarne, wysokie szpilki, które dodawały jej kilka centymetrów.
- Czekam na ciebie już pięć minut. – warczy przyjaciółka na powitanie.
- Mi też miło cię widzieć. – odpowiadam jej z uśmiechem.
Kelly przybiera minę urażonego dziecka, któremu kazało się czekać na cukierka, stuka kilka razy obcasem i zakłada ręce na piersi.
- To jakie tym razem masz wytłumaczenie? – pyta, a następnie wydyma wargi.
- Zaspałam.
Dziewczyna mierzy mnie swoim lodowatym wzrokiem i uśmiecha się pod nosem.
- No dobra, wybaczam. – mówi przyjaciółka i przytula mnie mocno, swoimi chudymi ramionami.
Wyswobadzam się z uścisku i chce coś powiedzieć, ale wtedy podjeżdża autobus i Kelly ciągnie mnie w jego stronę. Wsiadamy do środka zatłoczonego busa i jedziemy nim kilka przystanków, rozmawiając o nowym roku szkolnym.
- Co ty na to żeby pójść dzisiaj do centrum handlowego na jakieś małe zakupy? – pyta blondynka.
- Niezły pomysł. – odpowiadam jej z uśmiechem. – A pójdziemy potem do Strawberry Milk?
Strawberry Milk to nasza ulubiona kawiarnia. Podają tam pyszne szejki i cista owocowe. W dodatku pracuje tam o dwa lata starszy od nas chłopak, który podoba się Kelly, jak mniemam z wzajemnością.
- Jasne, że tak.
Na szóstym przystanku, wysiadamy i kierujemy się w stronę naszego liceum. Dochodzimy do niego kilka minut później i z uśmiechami, wchodzimy do środka. Po korytarzach snuję się pełno moich rówieśników oraz nauczycieli pochłoniętych papierami. Razem z Kelly wchodzimy do naszej sali, gdzie wita nas kilkoro przyjaciół. Chwilę rozmawiamy o tym co robiliśmy w wakacje i o naszych planach na ten rok, potem przyszła nasza wychowawczyni i poprosiła o zajęcie miejsc. Siadam w ostatniej ławce koło Kelly i oczekuje, aż Lilly – moja przyjaciółka, która zawsze siada obok mnie – usiądzie na miejscu obok, ale ona idzie do Miley i opada na krzesło stojące koło niej. Pytam się czemu to zrobiła, ale ona tylko wzrusza ramionami i odwraca się do mnie tyłem. Chce coś powiedzieć, ale nauczycielka mnie uprzedza.
- Proszę o uwagę – krzyczy kobieta, każdy uczeń patrzy na nią – na samym początku chciałabym wiedzieć czy wakacje były udane. – każdy wydaje z siebie pomruk zadowolenia – A więc przejdźmy dalej. – kobieta grzebie trochę w swoich papierach, po czym wychodzi na korytarz i kogoś woła. Do klasy wpada chłopak, szatyn o dużych oczach, niestety nie widziałam ich koloru, stał za daleko, a za nim wchodzi dziewczyna, drobna brunetka w okularach. Ich rysy twarzy były niemalże takie same, jednak ich postura znacznie się różni, chłopak jest wysoki i barczysty, bardzo umięśniony, a dziewczyna niska, drobna i chuda. – Poznajcie Jamesa i Amandę. Są nowi w mieście i dobrze by było, gdyby któreś z was pomogło im się zaaklimatyzować. – nauczycielka rozgląda się po klasie – Amanda, proszę usiądź obok Diamond – kobieta wskazuje na mnie, a blondynka kiwa głową i podchodzi do mnie, po czym opada na krzesło – a ty James usiądź koło Denisa – wychowawczyni wskazuje na blondyna siedzącego przede mną, chłopak uśmiecha się i przez chwilę na mnie patrzy, rumienię się i spuszczam wzrok, czekając na koniec tej niby uroczystości.
Wychodzę ze szkoły, szczęśliwa, że nie muszę już słuchać zażaleń wychowawczyni i razem z Kelly udaję się do nowo powstałego centrum handlowego. Do celu dochodzimy w kilkanaście minut i już po chwili szukamy fajnych ubrań w naszym ulubionym sklepie.
Do kawiarenki dochodzimy godzinę później, siadamy przy naszym ulubionym stoliku i zamawiamy dwa szejki truskawkowe z bitą śmietaną. Obsługuję nas Damian – obiekt sympatii Kelly, więc staram się nie odzywać i pozwolić Kelly złożyć zamówienie.
- Poproszę dwa szejki truskawkowe z bitą śmietaną i czekoladową posypką. – mówi Kelly, robiąc przy tym najsłodszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałam.
- Już się robi. – odpowiada kelner i odchodzi.
Kelly nadal uśmiecha się. Moim zdaniem, wygląda głupio, ale to tylko moja opinia.
Po chwili kelner przynosi nam napoje, a my sączymy przez słomkę różową, gęstą ciecz. Rozkoszuję się smakiem szejka. Jeszcze chwilę rozmawiam z Kelly, jednak potem muszę się zbierać, więc zostawiam przyjaciółce banknot i wychodzę z kawiarenki. Po drodze do domu spotykam Amandę i jej brata, Jamesa. Podchodzę do nich po cichu, tak aby słyszeć o czym rozmawiają. Uwielbiam podsłuchiwać.
- Jezu, ale ty jesteś nie kumata. – mówi James, wygląda na zdenerwowanego. – Masz się z nią zaprzyjaźnić i tyle.
- Nie zmusisz mnie do tego. – warczy na brata Amanda.
- Ja się do niej nie zbliżę tak dobrze jak ty. – mruczy zażenowany szatyn.
- Sory, ale ja ci nie pomogę. Nie podoba mi się ta dziewczyna. Wygląda na sztuczną.
- Nic mnie to nie obchodzi.
- A mnie nie obchodzi to, że musimy ją poznać, tak? Jak chcesz to się z nią zaprzyjaźniaj. Mnie w to nie mieszaj. – mówi podniesionym głosem Amanda i odchodzi.
Jestem strasznie ciekawa o kim mówili, jednak nie przyznam się, że podsłuchiwałam, bo nie wyszłoby najlepiej. Robie kilka kroków do tyłu, ponieważ chce odejść, jednak zanim udaje mi się uciec, zostaje zauważona przez Jamesa.
- Hej, Diamond, co ty tu robisz?
Sztywnieje na dźwięk swojego imienia. Chłopak podchodzi do mnie z rękami w kieszeniach jego jeansów.
- Ja… Szłam do domu i… Zauważyłam was i…
James przygląda mi się ze zmrużonymi oczami i zmarszczonym czołem. Mierzy mnie wzrokiem i uśmiecha się.
- Właściwie to dobrze, że cię spotkałem. Nie znam okolicy, mogłabyś mnie oprowadzić? – pyta James, a ja wzdycham z ulgą, spodziewałam się jakiejś awantury.
Kiwam głową i każe chłopakowi iść za mną. Przechadzamy się po mieście, rozmawiając i śmiejąc się ze wszystkiego. Opowiadam mu o fajnych miejscach, kawiarniach i o parku w śródmieściu oraz o miejscach, do których nie powinno się zbliżać, takich jak domek w lesie, podobno jest siedzibą jakiś gangsterów, nie wiem, nigdy tam nie byłam.

Spacer zajmuje nam ponad dwie godziny. Żegnamy się pod moim domem zwykłym „do jutra”, po czym wbiegam do domu i nic nie mówiąc, biegnę na górę, otwieram drzwi do pokoju i rzucam się na łóżko. Biorę książkę, leżącą na szafce nocnej, otwieram ją i zatapiam się w jej świecie, rozmyślając przy tym o dzisiejszym dniu i dziwnej rozmowie Jamesa i Amandy.

4 komentarze:

  1. No, no, no... Coś tu się zaczyna dziać :> Zastanawiam się co z tego wyniknie, bo jak na razie coś mi mówi, że będzie to fantasy, ale pożyjemy, zobaczymy :) Ty zresztą specjalizujesz się prawie we wszystkim, więc wierzę, że wyjdzie dobrze :3
    Czekam na następną notkę ;D
    Ells

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. W chuj cudowne! Jesteś najlepsza! ;d

    OdpowiedzUsuń
  4. Powoli się rozkręca, ale to dobrze, że od razu czegoś nie dowaliłaś ;p reklamowałaś się na pewnym fanpegu więc postanowiłam wejść i jestem mile zaskoczona ;3 Liczę także na rewanż w postaci odwiedzenia mojego bloga.
    Piszę opowiadanie fantasy coś jak twoje xD a moja przyjaciółka takie życiowe bardziej ;p
    www.magicdarkmoon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń