Rano budzę się kompletnie niewyspana. Przecieram dłonią oczy,
zrzucam z siebie miękką kołdrę i stawiam stopy na zimnej, twardej posadzce. Podchodzę
do szafy, z której wyciągam jasną koszulę na ramiączkach i czarną spódnice.
Wchodzę do łazienki, myję się, czeszę i ubieram. Wracam do pokoju, który jest
pełen różnobarwnych ramek ze zdjęciami moimi i moich przyjaciół, plakatów
różnych zespołów rockowych i książek o różnej tematyce. Ściany pomieszczenia
mają kolor kremowy, a meble są jasne, wykonane z drewna. Naprzeciwko dużego
łóżka znajduje się wielki regał z książkami, które przeczytałam w ciągu swojego
życia.
W pośpiechu spostrzegam, że moja komórka wibruje. Podnoszę ją
z biurka i czytam powiadomienie. Moja przyjaciółka Kelly przysłała mi smsa o
treści „O 7.30 na przystanku.”. Uśmiecham się i rzucam koszulkę do spania na
łóżko. Wybiegam z pokoju, łapiąc po drodze torbę, po czym zbiegam jasnymi,
marmurowymi schodami. W kuchni witam się z rodzicami zwykłym „cześć”, łapię za
butelkę wody mineralnej, po czym pośpiesznie wchodzę do salonu, gdzie całuję
babcię w policzek i siadam obok niej. Można powiedzieć, że babcia jest moją
drugą matką, ale pierwszą w kolejności. Nie wyobrażam sobie dnia bez jej
obecności, to ona mnie wychowała, była przy mnie i nadal jest, gdy jej
potrzebuje. Babcia wie także o moich dziwnych snach, będących już rutyną i
wspiera mnie w każdy możliwy sposób.
- Witam cię. – szepcze babcia, jak zwykle z nosem w książce.
- Cześć babciu. – odpowiadam i biorę łyka zimnego napoju.
- Jak ci się spało? – pyta starsza pani, odkładając książkę
na mały stolik do kawy.
- Jak zwykle. – rozmasowuje skronie – Mam dzisiaj rozpoczęcie
roku.
- Widzę. – babcia wskazuje na mój strój, marszcząc czoło.
Uśmiecham się niewinnie i wstaję. Wiem, że babcia nie lubi,
gdy odsłaniam ramiona i kolana, jednak w tej sprawie nie konsultuje się z nią.
Jeszcze raz całuję babcię w policzek, żegnam się z nią i
ruszam w stronę dużego holu, będącego centrum domu. Willa, nazywana inaczej
domem, jest ogromna i bardzo luksusowa. Na wejściu odznaczają się złote
elementy i marmurowe zdobienia, których nie da się nie zauważyć. Kuchnia i
salon są urządzone z przepychem i elegancją, łazienki także są bardzo wypasione
i przepełnione zdobieniami, a sypialnie, wszystkie oprócz mojej, wystrojone w
stylu romańskim. Czasem śmieję się, że to pałac, a nie dom.
W holu, zakładam czarne baleriny na małym obcasie, krzyczę,
że wychodzę i wybiegam w pośpiechu z domu. Na zewnątrz witają mnie ciepłe
promienie słońca i poranny śpiew ptaków. Zaciągam się zapachem róż posadzonych
przy ogrodzeniu i wychodzę szybik krokiem na ulicę. Szybkim krokiem docieram do
przystanku autobusowego, gdzie czeka na mnie Kelly. Witam się z niską, blondynką
o zielonych oczach, ubraną w czarną spódnicę, białą koszulkę, ciemny żakiet i
czarne, wysokie szpilki, które dodawały jej kilka centymetrów.
- Czekam na ciebie już pięć minut. – warczy przyjaciółka na
powitanie.
- Mi też miło cię widzieć. – odpowiadam jej z uśmiechem.
Kelly przybiera minę urażonego dziecka, któremu kazało się
czekać na cukierka, stuka kilka razy obcasem i zakłada ręce na piersi.
- To jakie tym razem masz wytłumaczenie? – pyta, a następnie
wydyma wargi.
- Zaspałam.
Dziewczyna mierzy mnie swoim lodowatym wzrokiem i uśmiecha
się pod nosem.
- No dobra, wybaczam. – mówi przyjaciółka i przytula mnie
mocno, swoimi chudymi ramionami.
Wyswobadzam się z uścisku i chce coś powiedzieć, ale wtedy
podjeżdża autobus i Kelly ciągnie mnie w jego stronę. Wsiadamy do środka
zatłoczonego busa i jedziemy nim kilka przystanków, rozmawiając o nowym roku
szkolnym.
- Co ty na to żeby pójść dzisiaj do centrum handlowego na
jakieś małe zakupy? – pyta blondynka.
- Niezły pomysł. – odpowiadam jej z uśmiechem. – A pójdziemy
potem do Strawberry Milk?
Strawberry Milk to nasza ulubiona kawiarnia. Podają tam
pyszne szejki i cista owocowe. W dodatku pracuje tam o dwa lata starszy od nas
chłopak, który podoba się Kelly, jak mniemam z wzajemnością.
- Jasne, że tak.
Na szóstym przystanku, wysiadamy i kierujemy się w stronę
naszego liceum. Dochodzimy do niego kilka minut później i z uśmiechami,
wchodzimy do środka. Po korytarzach snuję się pełno moich rówieśników oraz
nauczycieli pochłoniętych papierami. Razem z Kelly wchodzimy do naszej sali,
gdzie wita nas kilkoro przyjaciół. Chwilę rozmawiamy o tym co robiliśmy w
wakacje i o naszych planach na ten rok, potem przyszła nasza wychowawczyni i
poprosiła o zajęcie miejsc. Siadam w ostatniej ławce koło Kelly i oczekuje, aż
Lilly – moja przyjaciółka, która zawsze siada obok mnie – usiądzie na miejscu
obok, ale ona idzie do Miley i opada na krzesło stojące koło niej. Pytam się
czemu to zrobiła, ale ona tylko wzrusza ramionami i odwraca się do mnie tyłem.
Chce coś powiedzieć, ale nauczycielka mnie uprzedza.
- Proszę o uwagę – krzyczy kobieta, każdy uczeń patrzy na nią
– na samym początku chciałabym wiedzieć czy wakacje były udane. – każdy wydaje
z siebie pomruk zadowolenia – A więc przejdźmy dalej. – kobieta grzebie trochę
w swoich papierach, po czym wychodzi na korytarz i kogoś woła. Do klasy wpada
chłopak, szatyn o dużych oczach, niestety nie widziałam ich koloru, stał za
daleko, a za nim wchodzi dziewczyna, drobna brunetka w okularach. Ich rysy
twarzy były niemalże takie same, jednak ich postura znacznie się różni, chłopak
jest wysoki i barczysty, bardzo umięśniony, a dziewczyna niska, drobna i chuda.
– Poznajcie Jamesa i Amandę. Są nowi w mieście i dobrze by było, gdyby któreś z
was pomogło im się zaaklimatyzować. – nauczycielka rozgląda się po klasie –
Amanda, proszę usiądź obok Diamond – kobieta wskazuje na mnie, a blondynka kiwa
głową i podchodzi do mnie, po czym opada na krzesło – a ty James usiądź koło
Denisa – wychowawczyni wskazuje na blondyna siedzącego przede mną, chłopak
uśmiecha się i przez chwilę na mnie patrzy, rumienię się i spuszczam wzrok,
czekając na koniec tej niby uroczystości.
Wychodzę ze szkoły, szczęśliwa, że nie muszę już słuchać
zażaleń wychowawczyni i razem z Kelly udaję się do nowo powstałego centrum
handlowego. Do celu dochodzimy w kilkanaście minut i już po chwili szukamy
fajnych ubrań w naszym ulubionym sklepie.
Do kawiarenki dochodzimy godzinę później, siadamy przy naszym
ulubionym stoliku i zamawiamy dwa szejki truskawkowe z bitą śmietaną. Obsługuję
nas Damian – obiekt sympatii Kelly, więc staram się nie odzywać i pozwolić
Kelly złożyć zamówienie.
- Poproszę dwa szejki truskawkowe z bitą śmietaną i
czekoladową posypką. – mówi Kelly, robiąc przy tym najsłodszy uśmiech jaki
kiedykolwiek widziałam.
- Już się robi. – odpowiada kelner i odchodzi.
Kelly nadal uśmiecha się. Moim zdaniem, wygląda głupio, ale
to tylko moja opinia.
Po chwili kelner przynosi nam napoje, a my sączymy przez
słomkę różową, gęstą ciecz. Rozkoszuję się smakiem szejka. Jeszcze chwilę
rozmawiam z Kelly, jednak potem muszę się zbierać, więc zostawiam przyjaciółce
banknot i wychodzę z kawiarenki. Po drodze do domu spotykam Amandę i jej brata,
Jamesa. Podchodzę do nich po cichu, tak aby słyszeć o czym rozmawiają. Uwielbiam
podsłuchiwać.
- Jezu, ale ty jesteś nie kumata. – mówi James, wygląda na
zdenerwowanego. – Masz się z nią zaprzyjaźnić i tyle.
- Nie zmusisz mnie do tego. – warczy na brata Amanda.
- Ja się do niej nie zbliżę tak dobrze jak ty. – mruczy
zażenowany szatyn.
- Sory, ale ja ci nie pomogę. Nie podoba mi się ta
dziewczyna. Wygląda na sztuczną.
- Nic mnie to nie obchodzi.
- A mnie nie obchodzi to, że musimy ją poznać, tak? Jak
chcesz to się z nią zaprzyjaźniaj. Mnie w to nie mieszaj. – mówi podniesionym
głosem Amanda i odchodzi.
Jestem strasznie ciekawa o kim mówili, jednak nie przyznam
się, że podsłuchiwałam, bo nie wyszłoby najlepiej. Robie kilka kroków do tyłu,
ponieważ chce odejść, jednak zanim udaje mi się uciec, zostaje zauważona przez
Jamesa.
- Hej, Diamond, co ty tu robisz?
Sztywnieje na dźwięk swojego imienia. Chłopak podchodzi do
mnie z rękami w kieszeniach jego jeansów.
- Ja… Szłam do domu i… Zauważyłam was i…
James przygląda mi się ze zmrużonymi oczami i zmarszczonym
czołem. Mierzy mnie wzrokiem i uśmiecha się.
- Właściwie to dobrze, że cię spotkałem. Nie znam okolicy,
mogłabyś mnie oprowadzić? – pyta James, a ja wzdycham z ulgą, spodziewałam się
jakiejś awantury.
Kiwam głową i każe chłopakowi iść za mną. Przechadzamy się po
mieście, rozmawiając i śmiejąc się ze wszystkiego. Opowiadam mu o fajnych
miejscach, kawiarniach i o parku w śródmieściu oraz o miejscach, do których nie
powinno się zbliżać, takich jak domek w lesie, podobno jest siedzibą jakiś
gangsterów, nie wiem, nigdy tam nie byłam.
Spacer zajmuje nam ponad dwie godziny. Żegnamy się pod moim
domem zwykłym „do jutra”, po czym wbiegam do domu i nic nie mówiąc, biegnę na
górę, otwieram drzwi do pokoju i rzucam się na łóżko. Biorę książkę, leżącą na
szafce nocnej, otwieram ją i zatapiam się w jej świecie, rozmyślając przy tym o
dzisiejszym dniu i dziwnej rozmowie Jamesa i Amandy.
No, no, no... Coś tu się zaczyna dziać :> Zastanawiam się co z tego wyniknie, bo jak na razie coś mi mówi, że będzie to fantasy, ale pożyjemy, zobaczymy :) Ty zresztą specjalizujesz się prawie we wszystkim, więc wierzę, że wyjdzie dobrze :3
OdpowiedzUsuńCzekam na następną notkę ;D
Ells
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńW chuj cudowne! Jesteś najlepsza! ;d
OdpowiedzUsuńPowoli się rozkręca, ale to dobrze, że od razu czegoś nie dowaliłaś ;p reklamowałaś się na pewnym fanpegu więc postanowiłam wejść i jestem mile zaskoczona ;3 Liczę także na rewanż w postaci odwiedzenia mojego bloga.
OdpowiedzUsuńPiszę opowiadanie fantasy coś jak twoje xD a moja przyjaciółka takie życiowe bardziej ;p
www.magicdarkmoon.blogspot.com