piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział 6 [Co ja zrobiłam?!]

Wchodząc do środka uderza we mnie zapach alkoholu i papierosów. Krzywie się, nie przepadam za takimi woniami. Rozglądam się dookoła w poszukiwaniu Kelly. Od razu zauważam ja tańcząca na parkiecie z Eric’em. Łapie Jamesa za rękę i prowadzę do nich. Kelly gdy tylko nas zauważa, podbiega do nas.
- O! Już jesteście. Diamond, choć tańczyć.
Blondynka ciągnie mnie w stronę spoconego tłumu. Niechętnie idę za nią. Ściągam z siebie skórę, która razem z torebka rzucał na pusta kanapę i staram się ponieść. Już po chwili kręcenie biodrami w ta i spowrotem i macham rękami. Lubię tańczyć, nie powiem, ze nie, ale tańczenie samemu w holu, a tańczenie na imprezie to dwie zupełnie inne rzeczy.
Po jakimś czasie kręcenia biodrami mam dosyć, wiec idę się czegoś napić. Nie pije alkoholu, wzbudza on we mnie odrazę. Sięgam po swoją torebkę i wyjmuje z niej wodę mineralną. Biorę potężnego łyka zimnego napoju i opadam na kanapę. Obok mnie siada James.
- Fajnie tańczysz. - mówi.
Nie muszę się martwić o rumieńce, gdyż czerwone policzki ma od tańczenia i zmęczenia, wiec James nie zauważy, ze to jego słowa je wywołały.
- Dziękuje. A ty nie tańczysz? - pytam.
- Nie. To nie dla mnie. - chłopak kręci głowa.
- E tam.
Energicznie wstaje, łapie Jamesa za rękę i ciągnę go na parkiet. Brunet wykazuje niechęć, jednak nie przyjmuje odmowy. Stajemy pośrodku tańczących. Zaczynam kręcić biodrami i zmuszam chłopaka do ruchu. Po chwili tańczymy wspólnie, wykonujemy podobne ruchy, tak, ze nasze ciała ciągle się stykają i tworzą całość.
W pewnym momencie szybka, imprezie muzyka zamienia się w wolna balladę. Chłopak bez pytania kładzie swojej ręce w mojej talii. Ja swoje lokuje na tego ramionach i przysuwam się bliżej niego. Kładę głowę na jego klatce piersiowej.
Kołyszemy się w takiej pozycji przez cztery okrągłe minuty. Później stwierdzam, ze nie mam siły tańczyć i razem z Jamesem idziemy na ogródek. Siadamy na hamaku ulokowanym w odległym zakątku ogrodu.
Cała drze z zimna, kiedy moje rozgrzane ciało ulega kontaktowi z zimnym powietrzem. James najwyraźniej to zauważa, bo pyta:
- Zimno ci?
Kiwam głowa.
- Zostawiłam skórę na kanapie w środku.
- Zaraz przyniosę.
Brunet odchodzi. Zostaje sama na zimnie w ogrodzie jakiegoś dzieciaka. Rozglądam się dookoła, jednak niczego nie widzę poza ciemnością.
W pewnym momencie słyszę kroki. Podnoszę głowę, aby zobaczcie kto idzie, mam nadzieje, ze to James. Zawiedziona dostrzegam, ze to jakiś wysoki, blondyn którego nie znam. Chłopak siada obok mnie i rozkłada się na hamaku tak, ze teoretycznie mnie przytula.
- Cześć, piękna. Jestem Daniel. - przedstawia się.
- Jestem Diamond. - odpowiadam lekko zaniepokojona.
Chłopak zaczyna głaskać moje włosy.
- Co taka śliczna dziewczyna tu robi? Impreza jest w środku.
- Wyszłam się przewietrzyć. - mówię i odsuwam się od blondyna. Niestety chłopak ponownie się przysuwa.
- Sama? - pyta.
Prawie niezauważalnie kręcenie głowa. Daniel uśmiecha się cwaniacko. Wzdrygam się. Dłoń chłopaka dotyka moje uda, na którym się zaciska, a jego usta lekko muskają moja szyję. Czuje jego oddech na szyi. Ponownie się wzdrygam.
- Zostaw mnie. - mówię stanowczo.
Chłopak parska śmiechem i powraca do całowania mojej szyi. Idzie w gore, aż słońcu dociera do moich ust. Próbuje się wyrwać, szarpie się i macham rękami, jednak blondynki jest zbyt silny. Trzyma mnie jedna ręka za udo, a druga wędruje w gore iw dół po mojej talii. Jego ohydne, nasączone alkoholem usta naciskają na moje.
- Puszczaj mnie! - krzyczę na cały głos, kiedy ręka chłopaka zaciska się na moich pośladkach.
- Nie udawaj, ze nie chcesz. - mruczy David.
Zaczynam się szarpać coraz mocniej, to jednak nic nie daje. W myślach przywołuje Jamesa.
Kiedy myślę, ze wszytko stracone i ten chłopak mnie zgwałci, ktoś odciąga go ode mnie. Z ulga dostrzegam, ze to James. Brunet rzuca chłopakiem w płot i zaczyna okładać pięściami. Patrzę na nich, kiedy jednak uświadamiam sobie, ze James także jest bity przez blondyna, zaczynam krzyczeć, żeby przestali. Wstaje w hamaku i nie wiem co robić.
- Przestańcie! - wydzieram się najgłośniej jak tylko mogę.
Nagle, kiedy poruszam ręka, blondyn odrywa się od Jamesa i leci kilka metrów, aż uderza z hukiem w biały płot. Z przerażeniem patrzę na swoją dłoń, za sprawa której David wylądował w plocie. Oglądam rękę z każdej strony. Co ja właśnie zrobiłam?! Czy to... Magia?
Czuje jak ktoś kładzie mi dłonie na ramionach i podnosi głowę. To James. Cała roztrzęsiona spoglądam w jego niebieskie oczy.
- C-co ja zr-zrobiłam? - pytam.
Chłopak zamiast mi odpowiedzieć, przyciąga mnie do siebie i mocno przytula. Boje się go dotknąć, gdyż wiem ze mogłabym go skrzywdzić. Delikatnie się od niego odsuwam.
- Choć, musimy iść do Twojej babci. - szepcze brunet i powoli prowadzi mnie do samochodu.
Co? Czemu do babci? Co ona ma z tym wspólnego? - mam milion pytań w głowie. Najgorsze jest jednak to, ze nie mogę nic powiedzieć. Struny głosowe odmawiają posłuszeństwa, gry tylko próbuje cokolwiek powiedzieć, udaje mi się tylko otworzyć usta. Nic więcej.
Wsiadam do samochodu, a James obok mnie. Powoli zaczynam się otrząsać z całej tej sytuacji. Siedzę prosto wpatrzona w mijane przez nas domy.
- Jak się czujesz? - słyszę pytanie.
Odwracam głowę w stronę Jamesa. Chłopak trzyma obie ręce na kierownicy i ciągle patrzy na drogę.
- Dobrze. - udaje mi się niewyraźnie powiedzieć.
Chłopak uśmiecha się prawie niezauważalnie. Kiedy przejeżdżamy obok latarni, dostrzegam ze brunet ma kilka poważnych zranień na twarzy. Opuszkami palców dotykam jego szczeki w miejscu podłużnej rany. Natychmiast jednak cofam rękę, kiedy przypominam sobie o niedawnym zdarzeniu.
Pod dom zajeżdżamy już po kilku minutowej drodze. Ostrożnie wysiadam z auta i kieruje się w stronę drzwi. Wchodzę do środka, a za mną James.
- Jest twoja babcia? - pyta chłopak.
- Jest późno, pewnie śpi. - mówię ochrypłym głosem.
- Chcesz iść spać?
Kiwam lekko głowa. Chłopak łapie mnie za rękę i głowa pokazuje abym zaprowadziła go do swojego pokoju. Wchodzę na gore i otwieram drzwi do pokoju. Bez słowa puszczam chłopaka i idę do łazienki. Z apteczki wyjmuje wodę utleniona i gazę. Wychodzę z toalety i siadam koło chłopaka, który siedzi już na łóżku i rozgląda się wokoło. Kiedy opadam na łóżko, James obraca głowę w moja stronę. Zaczynam przemywać jego rany.
Gdy kończę zajmować się Jamesem, zabieraj z szafy dresy i jakaś koszulkę, po czym idę się myć. Po wyjściu, nadal się nie odzywając, wpełzam pod kołdrę.
- Słodkich snów. Jutro porozmawiamy. - szepcze chłopak i całuje mnie w czoło.
Nie chce zostać sama. Boje się, ze coś się stanie, coś przykrego.
- Nie idź. Boje się. - mówię ledwo zrozumiałe.
Chłopak uśmiecha się ponuro, po czym zdejmuje buty i kładzie się obok mnie. Wtulam się w jego klatkę piersiową. Dokładnie słyszę bicie jego serca. Po chwili usypiam.
__________________________________________________
A więc, powoli dowiadujecie się o co chodzi z ta mocą Diamond. Jako mały spoiler dodam, że ten naszyjnik jest potrzebny XD w następnym rozdziale <nie wiem kiedy opublikuję> będzie się działo! <3 miłego czytania
!

niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 5 [Imprezę czas zacząć]



Rano budzę się przez dźwięk SMS, który wydobywa się z mojej komórki. Przecieram dłonią oczy i łapie za komórkę leżąc na szafce nocnej. Okazuje się ze to SMS od Kelly:
"Hej mordo, będę dzisiaj w szkole. A potem na imprezce! Ach... Idziemy po lekcjach do galerii! Muszę kupić coś nowego na imprezę.".
Czytam SMS z niemałym zdziwieniem wymalowanym na twarzy. Jaka impreza? Pewnie kolejna typu niespodzianka! Informuje Cię na kilka godzin przed ze organizuje imprezę! Żenada. Odpisuje Kelly, ze chętnie pójdę z nią do galerii, co tym razem w sumie jest prawda, bo nie mam nic ciekawszego do roboty.
Przeciągam się, rzucam telefon na drugi koniec łóżka, po czym wstaje. Podchodzę do szafy, z której wyciągam błękitne rurki, biała koszulkę i szary luźny sweterek. Niechętnie idę do łazienki. Spoglądam na moje odbicie w lustrze. Nagle przypomina mi się wczorajszy wieczór. Jak byliśmy na tym klifie, jak się przytulaliśmy i jak James opowiadał mi o swoim dzieciństwie. Nie pamiętam tylko jak wróciłam do domu. Było późno i ciemno, tylko tyle wiem.
Wyrzucam z głowy wspomnienia, przez które szczerze się do lustra i zaczynam poranną toaletę. Myje się, czesze i maluje. Wychodzę z łazienki nadal lekko ospała. Pakuję torbę, po czym schodzę na dół, do kuchni. Zadowolona zauważam, ze w domu jest tylko babcia. Szczerze, nie przepadam za porankami typu Family Breakfast.
- Cześć babciu. - witam się. - O której wczoraj wróciłam?
Kobieta przygląda mi się ze zmarszczonym czołem.
- Nie pamiętasz? - kręcę głowa - Ten chłopak, James Cię przyniósł. Podobno zasnęłaś jak z nim byłaś.
Kobieta wzrusza delikatnie ramionami.
To pewnie dlatego nie pamiętałam. Musiałam zasnąć. Ale wstyd.
Niepewnie biorę do ręki zielone jabłko, a następnie wkładam je do torby. Szybkim krokiem wychodzę z kuchni. W holu zakładam trampki, krzyczę że idę do szkoły, po czym wychodzę z domu.
Nie zbyt się śpiesząc idę na przystanek autobusowy. Kiedy tam docieram spostrzegam Kelly. Dziewczyna stoi tyłem do mnie i co jakiś czas stuka obcasem o chodnik. Podchodzę do niej.
- Witam wielmożną panienkę. - mówię ze staro angielskim akcentem.
Dziewczyna wybucha śmiechem, podobnie jak ja.
- Witam Cię witam. - sapie przez śmiech blondynka.
Obie staramy się opanować. Kiedy nam się to udaje, podjeżdża autobus, do którego wsiadamy.
- Co to za impreza? - pytam w pewnym momencie.
- Kolejny surprise. Jakiś dzieciak na przedmieściach urządza domówkę. Tak się składa ze mam zaproszenie.
Marszczę czoło.
- Skoro to dzieciak urządza domówkę to po co ci nowe ciuchy? Nie musisz iść w najseksowniejszej sukience, nie będzie dla kogo.
- Uwierz mi będzie. Przyjdą same ciacha. Ten dzieciak ma brata w naszym wieku. - dziewczyna porusza zabawnie brwiami.
W pewnej chwili wpadam na pomysł, aby James także poszedł na ta imprezę.
- A mogę przyjść z kimś? - pytam.
Blondynka patrzy na mnie skoncentrowanym wzrokiem. Tak jakby potrafiła wyczytać z mojej twarzy kogo mam na myśli.
- James czy Daniel?
Wow, ona jest w tym naprawdę dobra.
- James. Ale Daniel tez pewnie wpadnie. On musi być na każdej imprezie. - mówię, kładąc nacisk na słowo "musi".
- No tak. Pamiętam co się działo zanim się wyprowadził. A najlepsze jest to ze miał wtedy czternaście lat.
Parskam śmiechem, gdy tylko przypominam sobie szaleństwa mojego przyjaciela.
- Swoja droga Daniel już wie. Wysłałam mu SMS rano. Przyjdzie.
- Czyli zostaje James. - mówię cicho.
- A to już twoja robota. - odzywa się przyjaciółka kiedy wysiadamy z autobusu.
Do szkoły dochodzimy kilka minut później. Od razu na wejściu, ktoś łapie mnie za rękę i spłata palce z moimi. Podnoszę do góry głowę i widzę Jamesa. Uśmiecham się do niego i znacząco podnoszę nasze splecione dłonie do góry. Chłopak tylko wzrusza ramionami i odwzajemnia uśmiech. Kelly szczypie mnie z ramię, przez co odwracam głowę w jej stronę. Blondynka ma wytrzeszczone oczy i lekko otwarta buzie, jak mniemam z kompletnego zdezorientowania i oszołomienia. Wzruszam ramionami i mówię bezgłośnie "Tak wyszło". Przyjaciółka posyła mi chłodne spojrzenie, pewnie jest zła, ze nic jej nie powiedziałam i odchodzi w stronę swojego chłopaka. Razem z Jamesem wchodzimy do sali biologicznej i siadamy na miejscach, niestety w dwóch różnych katach sali.
Po lekcjach idę z Kelly do galerii tak jak jej obiecałam. Po drodze opowiadam jej jak to się stało, ze James i ja chodzimy za rękę i się przytulamy. Pominęłam fakt, ze zabrał mnie na klif, nie chce, aby to miejsce przestało być tak piękne, bo jakaś banda nastolatków urządzi sobie imprezę. Kiedy przyjaciółka mówi, ze przestaje się gniewać, pyta mnie czy udało mi się wciągnąć w domówkę Jamesa. Z uśmiechem odpowiadam, ze tak. Nie musiałam go nawet namawiać, gdy tylko się dowiedział, ze idą na imprezę, zadeklarował ze tez idzie.
Razem z Kelly wchodzimy do jednego z naszych ulubionych sklepów. Przyjaciółka od razu rzuca się na polkę z sukienkami. Spokojnie podchodzę do niej i oglądam kilka sukienek. Żadna nie przyciąga mojej uwagi na tyle, abym ja kupiła. Kelly oczywiście już dawno pobiegła do przymierzalni ze stosem sukienek w rękach.
- Jak ci się podoba? - słyszę głów przyjaciółki.
Odwracam się i widzę Kelly ubrana w czerwona sukienkę do połowy uda z krótkim rękawem i grubym czerwonym pasem w talii.
- Świetna. - oceniam.
Blondynka uśmiecha się i wchodzi do przymierzalni. Ponownie odwracam się w stronę wieszaków z sukienkami i szukam jakiejś dla siebie. W pewnym momencie zauważam granatowa sukienkę z czarnym pasem pod biustem. Pewna ze nic lepszego nie znajdę wchodzę do przymierzalni. Zakładam zdobyczy. Z zadowolenie odkrywam, ze sukienka leży na mnie świetnie, materiał świetnie opina mi biodra, czarny pas eksponuje piersi, a rękawy do łokcia zakrywają blizny nabyte w dzieciństwie. Nagle do przymierzalni wparowuje Kelly.
- Laska, wyglądasz super. - komplementuje dziewczyna.
Uśmiecham się do niej i do samej siebie. Nareszcie znalazłam sukienkę.


***


Siedzę przed lustrem w łazience i się maluje. Do imprezy została godzina, a ja muszę jeszcze się ubrać, pomalować i uczesać. W sumie mogłam się za to zabrać wcześniej, ale od zawsze odkładam wszystkie rzeczy na później, wiec czemu teraz miałoby być inaczej.
Zdenerwowana wstaje ze stołka i idę po sukienkę do pokoju. Zakładam ja, po czym podchodzę do szkatułki z biżuteria. Wyjmuje z niej srebrny łańcuszek w kształcie półksiężyca, który dała mi babcia i srebrna, prosta bransoletkę. Biegnę do łazienki, gdzie czesze się, tak aby włosy były po jednej stronie głowy, zakładam biżuterię i dopieszczam mój ogólny wygląd.
Gotowa jestem kilka minut przed dwudziesta. Zakładam wysokie, czarne szpilki i czarna skórzaną kurtkę. Nagle słyszę pukanie do drzwi. Ostatnie raz spoglądam w lustro. Wyglądam całkiem niezłe. Łapie w rękę ciemna, mała torebkę i otwieram drzwi. Na ganku stoi James ubrany w czarno czerwono białą koszule w kratę, czarne jeansy i czerwone adidasy. Na mój widok chłopak się uśmiecha, odwzajemniam uśmiech. Brunet bez słowa łapie mnie za rękę i prowadzi do czerwonego mustanga. Spoglądam na niego zdziwiona, a James tylko wzrusza ramionami i otwiera przede mną drzwi. Wsiadam do samochodu. Po chwili chłopak zajmuje miejsce kierowcy i odpala silnik. Zanim jednak ruszamy, pochyla się nade mną i szepcze:
- Ślicznie wyglądasz.
- Dziękuje, ty tez niczego sobie.
Dotykam jego koszuli, lekko za nią ciągnę i puszczam. Chłopak zaczyna się śmiać, ja także. W pewnym momencie James odsuwa się ode mnie i rusza. Jedziemy zaledwie dziesięć minut. Przed domem tego dzieciaka stoi kilka samochodów. Ze środka słychać muzykę i krzyki. Wysiadam z auta i kieruje się do wejścia. Niepewnie staje przed drzwiami, a James za mną.
Cóż, zaczyna się impreza - myślę i naciskam klamkę.
_____________________________________________________________

Rozdział krótki, taki sobie. Nic się nie dzieję, ale wiecie, że muszą być takie rozdziały, aby następny był pełen akcji, prawda? A więc tak... Następny rozdział dodam w sylwestra lub dzień później, to zależy od tego, czy będę miała czas.
Czytajcie, komentujcie, polecajcie. :)

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 4 [Podobasz mi się...]



Następnego dnia w szkole sporo się działo. Na początku David przyszedł do naszej klasy jako nowy uczeń. Później James pokłócił się o coś z siostra i chodził zły cały czas, przez co nie mogłam z nim porozmawiać. Kelly nie przyszła do szkoły z powodu choroby. Jednym słowem katastrofa.
Siedzę na krześle przy stoliku w stołówce i obieram pomarańcze. Obok mnie siedzi James, a naprzeciwko David. Czuje się niezręcznie, gdyż chłopaki ciągle posyłają sobie mordercze spojrzenia.
- Możecie przestać?! - wybucham wkońcu.
Nie cierpię gdy dwie osoby, na których mi zależy się kłócą, zwłaszcza tych dwóch.
- Ale o co ci chodzi? - pyta James nawet na mnie nie patrząc. Wpatrzony jest w Davida.
- Jesteś głupi czy tylko udajesz? - odpowiadam pytaniem na pytanie.
James odwraca się w moja stronę i spogląda na mnie z rozbawionym wzrokiem.
- Ktoś tu ma humorek. - mruczy David z uśmiechem.
Mrożę go wzrokiem. Odkąd pamiętam David lubił mi dogryzać, ale teraz akurat powinien siedzieć cicho.
- Nie moglibyście chociaż udawać, ze się polubiliście? - pytam wkładając do buzi kawałek pomarańczy.
Chłopaki wybuchają śmiechem. W tamtym momencie miałam ochotę ich uderzyć. W głowę. Krzesłem.
- Oj daj spokój. - mówi przez śmiech David.
- Nie dam spokoju, kiedy moi przyjaciele posyłają sobie mordercze spojrzenia przez cały dzień.
- Nie jest z nami tak źle. - mówi James.
Zrezygnowana wstaje i kieruje się w stronę wyjścia, pomimo tego ze dzwonek ma zadzwonić dopiero za piec minut.
- Gdzie idziesz? - usłyszałam głos Jamesa zza mnie.
Odwracam się.
- Pod sale. Nie chce się spóźnić. - mruczę ledwo słyszalnie.
James szybko wstaje i nie mija piec sekund jak jest przy mnie. Uśmiecha się do mnie, ja jednak nie odwzajemniam tego gesty. Odwracam się i ruszam w kierunku wyjścia ze stołówki, a następnie pod sale. Kiedy staje w drzwiach pracowni matematycznej spostrzegam, ze James już siedzi na swoim miejscu i posyła mi cwaniacki uśmieszek. Pokazuje mu język i siadam obok niego. Na matematyce zwykle siedzę z Kelly, ale jako ze jej dzisiaj nie ma postanowiłam usiąść obok Jamesa.
- Jak ty tak szybko się tu znalazłeś? - pytam wyciągając z torby książki.
Rzucam torbę na ziemie i czekam na jego odpowiedz. Chłopak przybliża swoją twarz do moje ucha, czuje jego oddech na szyi.
- Może ty jesteś po prostu za wolna. – szepczę.



Uderzam go w ramię, przez co chłopak zaczyna się śmiać.
- Ej no ale przyznaj ze do najszybszych to ty nie należysz. - mówi przez śmiech brunet.
Posyłam mu mordercze spojrzenie i wygodniej rozsiadam się na krześle. James kładzie rękę na oparciu mojego krzesła. Jego usta formują się w łobuzerski uśmiech. Wywracam oczami. Brwi chłopaka śmiesznie poruszają się w gore i w dół. Parskam śmiechem. Chce coś powiedzieć, jednak uprzedza mnie Amanda, która podchodzi do nas w błyskawicznym tempie.
- James, musimy pogadać. - mówi swoim piskliwym głosem.
Chłopak gwałtownie zdejmuje rękę z oparcia mojego krzesła, po czym wstaje. Bez słowa odchodzi razem z siostra w przeciwny róg sali. Przyglądam się im ze zmarszczonym czołem próbując odczytać z ruchu warg co mówią. Nie udaje mi się to. Oboje mówią zbyt szybko i bardzo energicznie, przez co niemożliwe jest rozpoznanie co mówią. Zrezygnowana otwieram zeszyt do matematyki i czytam kilka linijek tekstu, nie mogę się jednak skupić przez zbyt duży hałas panujący w sali. Postanawiam ponownie spróbować przyjrzeć się rozmowie rodzeństwa.
Amanda i James kłócą się o coś. Oboje są bardzo nerwowi i bojowo nastawieni. Rudowłosa co chwile wymachuje rękami i mocno gestykuluje., jej brat natomiast stara się opanować gesty i trzyma swoje ręce w kieszeniach. Z każda chwila coraz bardziej czuje, ze ich podglądam. Spłoszona własnymi myślami odrzucam na bok chęć przyglądania się im i ponownie łapie za zeszyt. Próbuje skupić się na definicji funkcji określonej i nie rozmyślać już o rozmowie Jamesa i Amandy.
Po chwili w klasie rozbrzmiewa dźwięk dzwonią informujący nas o nadchodzącej lekcji. James siada na krześle obok mnie dwie sekundy przed wejściem nauczycielki. Chłopak uśmiecha się do mnie, co ja oczywiście odwzajemniam, a następnie próbuje słuchać zimnego tonu pani profesor i przy okazji przyswoić sobie wiedzę do głowy.
Matematyka mija szybko, podobnie jak dwie następne lekcje - Historia i Plastyka, a to dlatego ze James ciągle mnie rozśmiesza i prowokuje do śmiechu. Bardzo lubię takie osoby - pełne radości i poczucia humoru. Pewnie dlatego to właśnie w nim się zakochałam.
Stoję przed szafka i grzebie w torbie. Szukam zeszytu od historii, jednak nigdzie go nie ma. Zrezygnowana rzucam torbę na podłogę, po czym zamykam szafkę z hukiem. Zabieram kluczyk z zamka, podnoszę torbę i udaje się w stronę wyjścia ze szkoły. Po drodze zegnam się ze znajomymi. W pewnym momencie podbiega do mnie David.
- Jak ci minął dzień? - pyta chłopak popijając gazowany napój z jasnofioletowej butelki.
- Normalnie. - wzruszam ramionami.
Pcham ciężkie, metalowe drzwi i po chwili znajduje się na zewnątrz.
- A jak miedzy tobą a Jamesem? - pyta David.
Obrzucam go spojrzenie pełnym politowania.
- Przyjaciele. Nic więcej. On chyba nie czuje tego co ja. Ja zresztą nie powinnam tego czuć! Znam go bardzo krotko! - nareszcie mogę się komuś wygadać.
Blondyn przygląda mi się intensywnie. Jego oczy wyglądają na zatroskane i pełne współczucia. Wzdycham cicho.
- Masz prawo czuć do niego coś więcej. I nie powinno Cię obchodzić ze znasz go krotko. Jeżeli go lubisz to mu to powiedz.
- A gdzie ty się nauczyłeś mówić takie rzeczy co? - pytam rozbawiona, nigdy nie słyszałam żeby mówił takie rzeczy.
- Tu i owdzie. - odpowiada z uśmiechem.
- A propos... Opowiadaj jak było w Atlancie! - niemalże wykrzykuje ostatnie słowo.
Chłopak opowiada mi wszystko co do minuty. Słucham go z zaciekawieniem i co chwile przerywam mu jakimś bezsensownym pytaniem.
Rozmawiamy tak aż do mojego domu. W pewnym momencie chłopak mówi, ze musi iść, wiec zegnam się z nim i sama wchodzę na własny ogródek. Siadam w cieniu wierzby i przysłuchuje się odgłosom wydawanym przez naturę. Po chwili bezczynnego siedzenia słyszę dźwięk dostawanego SMS. Wyjmuje telefon z kieszeni i patrzę na wyświetlacz. To SMS od Jamesa:
PRZYJDE DO CIEBIE ZA KILKA MINUT, DOBRZE?
Uśmiecham się pod nosem, po czym odpisuje mu krotko. Pisze tylko DOBRZE i chowam telefon spowrotem do kieszeni.
Wstaje, otrzepuje się z trawy, po czym wchodzę do domu. Torbę rzucam w przedpokoju, witam się z psem i udaje się do kuchni. Z ulga zauważam ze moich rodziców nie ma. Łapie za wodę mineralną stojąc na blacie i biorę jej potężny łyk. Odstawiam do połowy opróżniona butelkę spowrotem na szafkę, po czym idę do salonu. Nigdzie nie widzę babci. Myślę sobie, ze pewnie poszła na spacer. Opadam na kanapę zadowolona ze ten dzień dobiega.
Chwile później słyszę pukanie do drzwi. Zrywam się z kanapy i biegnę je otworzyć. Zadowolona dostrzegam ze na ganku stoi James.
- Idziemy się przejść? - pyta chłopak zanim udaje mi się zareagować.
Energicznie kiwam głowa, chwytam za klucze od domu, które leżą na dębowej komodzie i wychodzę na ganek. Zamykam na klucz drzwi, a następnie podbiegam do bruneta stojącego przy furtce. Razem wychodzimy na ulice.
- Gdzie idziemy? - pytam po chwili.
- Pójdziemy w najpiękniejsze miejsce jakie tylko może być. - odpowiada James, jednak te słowa niczego mi nie wyjaśniają.
- W tym mieście nie ma takich. - mruczę pod nosem.
- Uwierz mi są. Odkryłem jedno kilka dni temu jak zwiedzałem okolice.
Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Kiedy on miał czas na zwiedzanie? Chyba w nocy.
Chłopak uśmiechnął się ukazując dołeczki w policzkach. Odwzajemniłam uśmiech. Nie mogłam się doczekać aż mnie zaprowadzić do tego pięknego miejsca.

PERSPEKTYWA JAMESA

Kiedy doszliśmy do polnej dróżki, która prowadzi na klif, zaczęło się robić ciemno. Lewa ręką dotykam jej prawej i splatam moje palce z jej delikatnymi palcami. Pod wpływem dotyku dziewczyna drży. Uśmiecham się pod nosem. Dobrze widzieć, ze tak na nią działam.
Odgarniam gałęzie krzaków, tak aby Diamond mogła przejść i puszczam ja przodem, jednak nadal trzymam jej rękę. Przyspieszam kroku, aby się z nią zrównać. Brunetka wygląda na naprawdę podekscytowana.
- Daleko jeszcze? - pyta Diamond spoglądając na mnie spode łba. Jej oczy lśnią, a usta wykrzywiają się w grymasie. Uśmiecham ze do niej. Wolna ręka przeczesuje włosy, po czym mówię:
- Jeszcze chwile. - zapewniam ja.
Chwile idziemy w ciszy. W pewnym momencie kątem oka dostrzegam ze Diamond cała drży i ma gęsią skórką na ramionach. Puszczam jej dłoń, przez co dziewczyna przystaje i spogląda na mnie, a następnie zdejmuje moja skórzaną kurtkę. Kładę ja na ramionach dziewczyny i uśmiecham się do niej.
- Bedzie ci cieplej.
- A ty? - pyta dziewczyna.
- Nic mi nie będzie. - mówię i spowrotem łapie ja za rękę.
Diamond uśmiecha się lekko. Z radością obserwuje jak jej ciało przestaje drżeć, a usta z sinych zmieniają się w piękne, malinowe.
Ciągnę ja lekko przyśpieszając kroku, jest późno i zimno jak na wrześniową noc, a nie chce żeby Diamond się przeziębiła czy coś takiego.
Skręcam w prawo za wielkim klonem i już po chwili znajdujemy się na małej polance zakończonej ostrym spadek w dół, jakie wyrzeźbiło morze. Diamond puszcza moja rękę i rozgląda się. Patrzę jak niepewnie podchodzi do końca klifu. Podchodzę do niej i otaczam ja ramieniem. Czubek jej głowy sięga mi zaledwie do brody.
- Jak tu pięknie. - szepcze zafascynowana Diamond.
- Podoba się?
Brunetka podnosi głowę tak, ze nasze spojrzenia się spotykają.
- Bardzo.
Uśmiecham się do niej. Po czym przenoszę wzrok na ocean. Wydaje się taki spokojny, nie ma wiatru, a fale nie są większe niż pól metra.
Zastanawiam się jak powiedzieć Diamond, ze mi się podoba. Nie wyjdę na głupia jeżeli powiem to zaledwie kilka dni od naszego pierwszego spotkania? Przecież muszę ja chronić, a jeżeli nie tak to jak? Muszę być blisko niej zawsze. Prawda tez jest to ze naprawdę ja lubię. Nie jest sztuczna, ma poczucie humoru, jest piękna i mądra... A co jeśli ona nic do mnie nie czuje i tylko się zbłaźnię? Co jeżeli powiem jej, ona mnie wyśmieje i nie będzie chciała ze mną rozmawiać? Nie mogę jej stracić. Przecież muszę chronić ja przed nią sama. Ale jak zaraz nie powiem jej co do niej czuje to wybuchnę.
- Musze ci coś powiedzieć. - przerywa moje zamyślenia cichy głos Diamond.
Spoglądam na nią.
- Ja także muszę ci coś powiedzieć. - mówię zmieszany.
Wzdycham ciężko.
- Podobasz mi się. - mówimy jednocześnie.
Nie ukrywam mojego zdziwienia.
- Naprawdę? - pyta Diamond.
Zmieszany drapie się po policzku i przytakuje. Dziewczyna rozszerza oczy ze zdziwienia i nic nie mówiąc oplata mnie rękami w pasie, a głowę kładzie na mojej klatce piersiowej. Zadowolony jej reakcja otaczam ja ramionami.
Teraz pozostaje do wyjaśnienia kwestia jej mocy. Diamond jest kimś więcej. Kimś kogo należy chronić za wszelką cenę. Taka osoba trafia się raz na kilka wieków. Nie możemy jej stracić. Ja nie mogę jej stracić.

piątek, 6 grudnia 2013

Rozdział 3 [Co ty tu robisz, David?!]

Następnego ranka budzi mnie budzik, stojący na szafce przy łóżku. Nerwowo go wyłączam, zrzucając go przy tym z drewnianej konstrukcji. Gwałtownie zrzucam z siebie, miękką kołdrę i wstaję. Zimno oblega mnie z każdej strony, przez co moje ciało przechodzi dreszcz. Podchodzę do szafy, z której wyciągam szarą spódnicę i białą bluzkę z czarnym sercem. Wchodzę do łazienki, myję się i ubieram. Zbiegam na dół, w kuchni witam się z rodzicami i babcią przygotowującą dwie herbaty.
- Cześć wnusiu, jak noc? – pyta starsza kobieta.
- Brak snu. – odpowiadam, nadgryzając zielona jabłko.
Na chwilę zapada cisza, którą przerywa gwizd z czajnika. Babka zalewa herbaty i podaje jedną mnie. Łapię za kubek i biorę łyka słodkiego napoju.
- A ten chłopak co wczoraj tu był…?
- To James. – wyjaśniam. – Jest nowym uczniem.
Kobieta przygląda mi się ze zmrużonymi oczami i kilkoma dodatkowymi zmarszczkami na czole.
- Miły chłopak. – stwierdza babcia i wychodzi z pomieszczenia.
Dokańczam pić herbatę, wkładam kubek do zlewu, po czym idę do holu. Zakładam szare trampki, zabieram klucze i wychodzę. Na dworze jest ciepło. Wrześniowe słońce otula moją twarz, a lekki wiaterek przemyka pomiędzy drzewami, zderzając się z moim ciepłym ciałem. Idę w kierunku przystanku, do którego mam zaledwie kilka minut drogi. Gdy tam docieram, zauważam mój autobus, wbiegam do środka, zakładam słuchawki na uszy i włączam piosenkę 9 Crimes, Damiena Risa.
Do szkoły docieram kilka minut przed pierwszą lekcją. Witam się z przyjaciółmi i pozwalam sobie odpłynąć myślami gdzieś daleko.
W całej szkole rozbrzmiewa dźwięk dzwonią sygnalizujący, ze lekcja się skoczyła i przyszedł czas przerywa na Lunch. Pośpiesznie ruszam w stronę największego pomieszczenia, jakie znajduje się w całym kompleksie edukacyjnym tego miasta. Po drodze mijam kilka znajomych twarzy, które próbują mnie zatrzymać, jednak nie marnuje czasu na rozmowy i po prostu brnę przez tłum uczniów do stołówki. Pchnę ciężkie, metalowe drzwi prowadzące do mojego celu i udaje się w stronę stolika, przy którym siedzą już Kelly, jej chłopak Eric oraz James i o czymś zawzięcie dyskutują. Podchodzę do stolika, zdziwiona ich obecnością, myślałam, ze będę pierwsza. Opadam na krzesło z hukiem. Twarze przyjaciół odwracają się w moja stronę. Uśmiecham się, po czym z torby wyciągam jabłko, w którym już po chwili zatapiam swoje żeby.
- Diamond, idziesz dzisiaj ze mną do galerii kupić jakieś nowe ciuchy? - pyta Kelly jedząca muffinkę jagodową.
Rozglądam się po sali szukając jakiejś wymówki. Dzisiaj po lekcjach chciałam dokończyć pielęgnować ogródek i trochę pouczyć się do matematyki, jednak nie powiem tego przyjaciółce. Nerwowo stukam paznokciami w blat stołu i spoglądam na Jamesa ze zmieszaną miną.
- Ja... - zaczynam. Nie jest mi jednak dane skończyć, gdyż James przerywa mi swoim miękkim głosem.
- Diamond i ja chcieliśmy się dzisiaj spotkać.
Kiwam szybko głowa, po czym ponownie biorę kęs zielonego owocu. Kelly spogląda na mnie, na James i spowrotem na mnie. Widać, ze nie zbyt wierzy brunetowi.
- Jak to spotkać? - pyta wkońcu dziewczyna.
Mój wzrok ponownie wędruje ku Jamesowi. Chłopak nerwowo drapie się po karku i odchrząkuje. Uśmiecham się, gdyż wiem, ze zaraz coś powie.
- Chciałem pójść z Diamond do kina. Tak żeby się lepiej poznać.
Brunet uśmiecha się z satysfakcja, po czym bierze łyka gazowanego napoju z puszki, która trzyma w dużej dłoni.
- czy to jest randka? - odzywa się Kelly.
O mało co nie wypluwam kawałków jabłka, gdy słyszę pytanie przyjaciółki.
- Nie. - odpowiadamy z Jamesem jednocześnie.
Blondynka mierzy mnie swoim chłodnym, pragnącym poznać prawdę wzrokiem i widać, ze chce coś powiedzieć, jednak nie udaje jej się przez dzwonek, którego dźwięk punktualnie roznosi się po placówce.
Każdy z nas wstaje i zbiera swoje rzeczy. Podnoszę torbę z podłogi i zakładam ja sobie na ramię. Odwracam się, aby wyjść ze stolowki, robię kilka kroków do przodu, po czym przewracam się poprzez zderzenie z kimś. Podnosze głowę i widzę Amandę - siostrę Jamesa, siedząca metr przede mną i trzymająca się skronie. Powoli wstaje i pomagam się podnieść Amandzie. Dziewczyna otrzepuje sie z kurzu, po czym gniewnie spogląda na mnie.
- Uważaj jak chodzisz. szmato. - syczy.
Odwraca się do mnie tyłem, zarzucając swoje rude loki na ramię.
- Słucham? - mówię zniesmaczona jej zachowaniem.
Amanda zastyga w bezruchu, jednak po chwili obraca się przodem do mnie z politowaniem wymalowanym na twarzy. Krzywie się, gdy dziewczyna podchodzi bliżej mnie.
- Ojej. Diamond nie jest przyzwyczajona do takich wyzwisk. Biedactwo. Nie jesteś święta, dziwko. - rudowłosa uśmiecha się cwaniacko.
Sztywnieje na dźwięk jej słów. Nigdy nikt nie wypowiedział takich slow w moja stronę. Zawsze każdy konflikt starałam się rozwiązać pokojowo, bez wyzwisk i przekleństw.
- Nie wiem jak mój brat może zadawać się z taka - dziewczyna lustruje mnie wzrokiem - sztuczną idiotka.
Każde jej słowo jest dla mnie jak cios w twarz. Czuje się słaba, ale i zła.
- Zostaw ja w spokoju. - momentalnie podchodzi do mnie James i łapie za przedramię - Nie znasz jej, nie masz prawa się o niej wypowiadać.
Amanda mierzy wzrokiem brata. Przyglądam się im, szukając podobieństw. Zauważam, ze kolor ich oczu jest identyczny, taki zimny i ciemny, a ich rysy twarz są do siebie bardzo podobne.
- Nie udawaj, ze ty ja znasz. - z zamyśleń wyrywa mnie piskliwy głos Amandy.
Mina Jamesa mówi, ze jest coraz bardziej wkurzony. Chcąc nie dopuścić do kłótni, łapie chłopaka za dłoń i splatam jego palce z moimi. Brunet spogląda na mnie. Uśmiecham się do niego, aby go trochę uspokoić.
- Może znamy się krótko, ale James wie o mnie bardzo dużo. I wcale nie jestem sztuczną idiotka, dziwka czy szmata, jak mnie nazwałaś. Nazywam się Diamond i proszę Cię abyś zwracała się do mnie po imieniu albo wcale. - mówię najbardziej uprzejmym na jaki mnie stać, po czym odchodzę ciągnąc Jamesa za rękę.
Puszczam jego dłoń dopiero przed sala chemiczna, w której mamy mieć lekcje. Odwracam się przodem do chłopaka i obrzucam go podenerwowanym spojrzeniem.
- Przepraszam za nią, zwykle taka nie jest. - mruczy chłopak drapiąc się po lekko zarośniętym policzku.
- Co ja takiego zrobiłam, ze nazwala mnie dziwka? Z tego co pamiętam to odkąd się pojawiliście nie zamieniła z nią nawet słowa. - wznoszę ręce do góry pod wpływem stresu.
Chłopak kładzie mi dłonie na ramionach w geście uspokajającym.
- To pewnie tylko jeden z jej humorków. - próbuje pocieszyć mnie James.
Grymas znika z mojej twarzy i zastępuje go szczery uśmiech. Może faktycznie James ma racje i zachowanie Amandy jest spowodowane zlym samopoczuciem lub czymś podobnym.
Po nie więcej niż minucie przychodzi nauczycielka i otwiera sale. Zajmuje swoje miejsce w ostatniej ławce obok Jamesa, wyjmuje zeszyt i próbuje skupić się na lekcji oraz zapomnieć o wydarzeniu, które miało miejsce w stołówce.
Po skończeniu lekcji wychodzę z budynku szkoły, szczęśliwa, ze wreszcie wrócę do domu. Idę spokojnym, równomiernym krokiem po parkingu szkolnym, gdy ktoś łapie mnie za rękę i przyciąga do siebie, tak ze stykamy się całymi ramionami. Patrzę w gore i dostrzegam, ze osoba ta jest James. Uśmiecham się, chłopak odwzajemnia uśmiech po czym puszcza moją dłoń. Idę dalej lekko zawiedziona, sama nie wiem z jakiego powodu.
- Dzisiaj tez siedzisz w ogródku? - pyta w pewnym momencie James.
- Tak. Muszę coś zrobić z tymi chwastami. - mruczę.
Chłopak zaczyna się śmiać. Dołączam do niego. Nagle James przestaje się śmiać i już tylko mój głos wypełnia ciszę miedzy nami. Staram się opanować teraz już nerwowy rechot, po czym spogląda na bruneta. Chłopak przygląda mi się z zafascynowaniem.
- Bardzo podoba mi się Twój śmiech. - mówi po chwili James.
Czuje ze się rumienię, wiec odwracam głowę i wbijam wzrok w koronę drzewa, które mijamy.
- A jak ci się spało? - pyta nagle James.
Nie odwracając się w jego stronę, odpowiadam:
- Dobrze. Wyspałam się jak nigdy.
- A zwykle się nie wysypiasz?
Odwracam głowę, tak aby zobaczyć jaka ma w danym momencie minę. Chłopak przygląda mi się z zatroskaniem w oczach. Lekko sie uśmiecham.
- Odkąd tylko pamiętam miewam koszmary. Zmieniło się to dopiero dwa dni temu.
Oczy chłopaka ciemnieją, a jego dłonie zaciskają się w pięści. James mruczy coś niezrozumiałe pod nosem. Marszczę czoło, pragnący dowiedzie się co powiedział.
- Wszystko okay? - pytam.
Chłopak wygląda na złego, ale i zaskoczonego. Tak jakby właśnie wygrał w totka i ktoś chciał mu wcisnąć na sile nagrodę, której on nie potrzebuje.
Łapie chłopaka za rękę, przez co rozluźnia dłoń. Jego palce spłatają się z moimi i lekko ściska informując, ze wszystko jest dobrze. Oczy Jamesa przyjmują błękitna barwę, a jego ciało rozluźnia się. Chłopak patrzy mi w oczy i uśmiecha się. Odwzajemniam ten gest i puszczam jego rękę w obawie, ze zaraz mnie upomni. Gdy tylko moja ręka odrywa się od jego dużej dłoni, James wydaje z siebie coś jakby jękniecie z niezadowolenia. Czuje się niezręcznie. Odchodzę od niego, po czym ruszam przed siebie zastanawiając się nad jego reakcja. Słyszę za sobą kroki Jamesa, który po chwili równa się ze mną i pyta:
- Pomoc ci w ogródku?
Spoglądam na niego. Chłopak ma uśmiech na twarzy i śmiesznie porusza brwiami. Śmieje się cicho.
- Nie musisz mi pomagać. Masz pewnie tysiąc lepszych zajęć. - mówię w końcu.
- Ale ja chętnie pomogę takiej ślicznej dziewczynie. - czuje ze się rumienię - Poza tym nie mam nic ciekawego do roboty.
Odwracam głowę czekając aż moje rumieńce zniknął, po czym spoglądam na chłopaka i uśmiecham się do niego. James także się uśmiecha ukazując idealnie równe, białe żeby i urocze dołeczki w policzkach.
- Skoro chcesz... - mruczę końcu nadal wpatrzona w jego niebieskie tęczówki.
Przez to, ze nie patrzę pod nogi, tylko w oczy chłopaka, potykam się o wystająca płytkę chodnikowa. Nie mogę złapać równowagi, upadam na ziemie. Zanim dotykam plecami ziemi, zostaje złapana za ramię. Podnoszę głowę i widzę Jamesa trzymającego mnie silnymi dłońmi. Jedna rękę zaciska na moim przedramieniu, a druga podtrzymuje mnie w talii. Zauważam na jego ramieniu niebieski ślad, jakby tatuaż w kształcie półksiężyca, a obok niego parę błękitnych zawijasów. Chłopak stawia mnie na nogach, po czym puszcza moje ramię, natomiast jego druga ręka nadal znajduje się na mojej talii. Zaciskam jedna rękę na jego czarnobiałej koszuli, a druga dotykam niebieskiego znamienia. Pod wpływem mojego dotyku, chłopak drży. Zafascynowana przyglądam się symbolowi na jego ręce. Chłopak najwyraźniej podłapuje mój wzrok, bo chwile później puszcza mnie i naciąga koszule tak, żeby nie było widać tatuażu. Spoglądam na jego tęczówki próbując odgadnąć co chłopak teraz czuje.
- Co to jest? - pytam wskazując miejsce, które chłopak przed chwila zasłonił koszula.
- Nic takiego. - mruczy James po chwili zadumy.
Nie podoba mi się jego odpowiedź, wiec frazę temat dalej.
- Przecież widziałam niebieski tatuaż. Dlaczego go ukrywasz? Jest piękny.
- Mam swoje powody. - odpowiada oschle chłopak.
Urażona jego tonem idę przed siebie, po czym skręcam w ulice przy której znajduje się mój dom. James dołącza do mnie. Resztę drogi milczymy. Boje się wspomnieć o tatuażu, gdyż jego ton poprzednim razem nie tylko mnie zniesmaczył, ale tez przestraszył.
Wchodząc do domu, czuje jak coś naskakuje na mnie i powala na ziemie. Zaczynam się śmiać, gdyż zauważam ze leży na mnie mój pies, Kardamon, inaczej Kar. Pupil zaczyna lizać mnie po twarzy. Tarmoszę go za uchem, gdyż wiem ze to lubi. Po chwili pies schodzi ze mnie i biegnie w kierunku Jamesa. Chłopak nie wie co zrobić, kiedy zwierzak zaczyna na niego szczekać i warczeć.
- Kardamon! - krzyczę ostrzegawczo - To przyjaciel!
Pies spogląda na mnie spode łba, po czym odchodzi z podkulonym ogonem. Śmieje się pod nosem. Każe chłopakowi pójść do salonu, a sama udaje się do kuchni gdzie siedzi mama i popijając herbatę. Podchodzę do lodówki, z której wyjmuje dwie wody mineralnej.
- Odebrałaś Kardamona od weterynarza? - pytam chwytając za pomarańcze.
- Tak, zadzwonili abym po niego pojechała.
Kiwam głowa, ze zrozumiałam i idę do salonu gdzie siedzi James i babcia. Zapomniałam ze jest w domu. Rzucał chłopakowi wodę, która ten łapie precyzyjnym chwytem.
- Cześć babciu. To jest James.
- Poznaliśmy się już.
Starsza kobieta uśmiecha się ponuro, po czym wstaje i idzie do holu. Wzruszam ramionami.
- Jasne. - odpowiada brunet, po czym jeszcze bardziej rozsiada się na fotelu.
Uśmiecham sie do niego i ruszam do holu, gdzie schodami kieruje się na gore. Będąc już w moim pokoju otwieram szafę i wyciągam z niej czarne legginsy, biała luźną podkoszulkę i błękitną bluzę. Szybko ubieram się w przygotowane ubrania, podwijam rękawy bluzy, zakładam trampki i podchodzę do lustra. Łapie za szczotkę i gumkę. Przeczesuje kilka razy moje ciemne, lekko falowane włosy, które następnie spinam w luźnego koka. Uśmiecham się do własnego odbicia, po czym rzucam szczotkę na biurko i wychodzę z pokoju. Schodzą marmurowymi schodami którymi docieram do holu, z którego wchodzę do salonu.
James widząc mnie wstaje z uśmiechem na ustach. Zagryzam dolną wargę.
- Niestety nie mam dla Ciebie nic na zmianę. - mówię zmieszana.
Chłopak macha ręka w geście mówiącym nic się nie stało. Odwracam się na plecami do chłopaka i wychodzę z salonu. Przechodzenia przez hol i kieruje się do drzwi, które następnie otwieram z hukiem. Wychodzę z domu, a za mną James. Idę do schowka, w którym trzymamy narzędzia, ziemie, nawozy różnej maści i inne pierdoły.
Wchodzę do środka i rozglądam się. Z półek zabieram sekator, łopatę i wiadro James wlecze się za mną z workiem pełnym ziemi. Wszystkie rzeczy rzucam na trawnik.
- Od czego zaczynamy? - pyta brunet kładąc mi rękę na plecach.
- Od kwiatów.
Wskazuje na dwa klomby pełne kwiatów i małych krzaczków, które wyglądają na lekko zaniedbane. Chwytam za sekator i wiadro, a James za ziemie i łopatę. Podchodzimy do kwiatów, które zacinam przycinać na końcach w trakcie gdy chłopak rozkopuje ziemie wokół nich i dosypuje trochę świeżej. Nagle wpadam na pomysł. Szybko rzucam sekator na ziemie, chwytam za garść ziemi i wysypuje ja na koszule Jamesa. Chłopak spogląda na mnie ze złości w oczach. Zaczynam się śmiać. Brunet mruży oczy i podchodzi do mnie bliżej. Z każdym jego krokiem próbuje się oddalić, jednak napad śmiechu nie za bardzo mi na to pozwala.
- Nie... Podchodź! - krzyczę przez śmiech.
Chłopak uśmiecha się cwaniacko, łapie mnie za ramię i unosi nad ziemie przewieszając mnie sobie przez ramię. Przestaje się śmiać i zaczynam walić pięściami w plecy chłopaka.
- Postaw mnie! - krzyczę nie przerywając uderzania go w plecy.
- Nie ma mowy. - mówi chłopak niosąc mnie gdzieś. - Masz łaskotki?
Wybucham śmiechem na jego pytanie. Od samego wspomnienia o nich chce mi się płakać ze śmiechu.
- N...nie powiem. - odpowiadam nie przestając się śmiać.
- To sam sprawdzę.
Chłopak kładzie mnie na trawie i siada na mnie tak, abym nie mogła się ruszyć. Jego ręce wędrują na mój brzuch i zaczynają mnie łaskotać. Nie mogę przestać się śmiać, kręcę się tylko i rechocze. James tez ma niezła zabawę, gdyż sam śmieje się z mojej reakcji. W pewnym momencie przestaje mnie łaskotać i kładzie się obok mnie.
- Zemsta jest słodka. - szepcze mi do ucha.
Czuje jego ciepły oddech na szyi i natychmiast przechodzi mnie dreszcz. Odwracam głowę w jego stronę tak, ze nasze spojrzenia się spotykają. Jego słodki oddech opłata moja twarz. Nie mogę oderwać wzroku od jego hipnotyzujących oczu. Mam nieodparta chęć pocałowania go. Nie wiem dlaczego, znam go zaledwie trzy dni. Nigdy jeszcze nie całowałam się z chłopakiem po kilku dniach znajomości, a teraz mam ochotę to zrobić. Zbliżam twarz do niego. Nasze usta prawie się stykają.
- Diamond! - słyszę znajomy glos zza mnie.
Odwracam się jak oparzona i widzę wysokiego blondyna stojącego za płotem. Od razu rozpoznaje twarz - to Daniel. Zrywam się z ziemi i podbiegam do furtki, która otwieram, a następnie rzucam się na szyję chłopakowi. Jego ręce oplatają mnie w talii i podnoszą lekko do góry. Kiedy Daniel stawia mnie na ziemi, odrywam się od niego.
- Jak ty...? Skąd...? - mam w głowie tysiąc pytań.
- Przyjechałem Cię odwiedzić.
- Tak na początku roku szkolnego? O nieładnie.
Kręcę palcem wskazującym przed jego twarzą, na co chłopak się uśmiecha.
- Tak właściwie to nie tylko w odwiedziny. Zostaje na stałe! - wykrzykuje chłopak.
Radość kumuluje się w moim wnętrzu, aż w końcu wybucha. Zaczynam piszczeć i skakać z radości. Kiedy już udaje mi się opanować, pytam:
- Tak na stałe, ze na stałe? - chłopak kiwa głowa - Ale jak to?
Blondyn wzdycha.
- Długa historia. Ale tak w skrócie to ojca znów przenieśli tutaj, wiec wracam.
Ponownie rzucam się chłopakowi na szyję. Przez te lata tak bardzo mi go brakowało, ze czasami potrafiła z tego powodu płakać. Był moim przyjacielem odkąd pamiętam. Razem wspinaliśmy się po drzewach, budowaliśmy zamki z piasku i słuchaliśmy muzyki. Daniel wie o wszystkim. Wie o mojej prawdziwej naturze. Powiedziałam mu jak mieliśmy bal gimnazjalny. Był zszokowany, ale w końcu to zaakceptował, a potem się wyprowadził.
Z zamyśleń wyrwa mnie główne, demonstracyjne chrząkniecie. Odwracam sie i widzę Jamesa stojącego tuż za mną z rękami założonymi na piersi.
- A tak. James to jest Daniel - mówię wskazując na blondyna, po czym zwracam się do Daniela - Daniel, to jest James.
Blondyn wyciąga rękę do bruneta która ten niechętnie ściska. Po przywitaniu, James zwraca się do mnie:
- Ja się idę napić.
Brunet odchodzi od nas.
- To Twój chłopak? - pyta Daniel.
Spoglądam na niego z rozszerzonymi oczami.
- Nie, nie, nie. - mówię zmieszana, sama jednak nie chce aby to była prawda.
Daniel widząc mój wyraz twarzy zaczyna się śmiać. Uderzam go łokciem w zebra, przez co chłopak natychmiast milknie.
- Podobasz mu się. - mówi po chwili blondyn.
Spoglądam na niego jak na istotę nie z tej planety.
- Znam go trzy dni. - próbuje się wybronić, nie wiem przed czym.
- Nie szkodzi. Widać, ze coś do Ciebie czuje i to nie jest zwykła przyjaźń.
Uśmiecham się pod nosem słysząc te słowa, jednak od razu karcę się w myślach za ten gest. Daniel najwidoczniej dostrzegł moje zachowanie, bo mówi:
- Tobie tez się podoba.
Zaczynam się histerycznie śmiać. Ten chłopak na serio mnie zna. Nawet Kelly się tego nie domyśliła.
Chwile jeszcze rozmawiam z Danielem, niestety chłopak musi iść do domu, aby pomoc w rozpakowywaniu rzeczy. Zegnam się z nim i każe mu do siebie zadzwonić wieczorem, a potem wchodzę na ogródek gdzie siedzi James. Chłopak siedzi na huśtawce trzymając jedno ramię na jej oparciu. Podchodzę do niego i siadam tuż obok, tak ze nasze ciała się stykają, a jego ramię jest za mną.
- Kto to był? - pyta po chwili, w jego głosie czuć zaciekawienie, ale i złość.
- Przyjaciel. - wyjaśniam.
Chłopak prycha. Spoglądam na niego. Ma zmarszczone czoło i ułożone w linie, blade usta.
- Nie widziałem żebyś przytulała się tak z każdym przyjacielem. – mówi w końcu.
Uśmiecham się pod nosem. Czyżby był zazdrosny? Nie, to niemożliwe.
- Nie widziałam go bardzo długo.
Słyszę kolejne prychniecie, po którym nie mogę się powstrzymać od powiedzenia co mam właśnie w głowie.
- Co ci się stało co? Piętnaście minut temu byłeś taki wesoły.
Chłopak patrzy na mnie nieobecnym wzrokiem i nic nie mówi. Mam ochotę przyłożyć mu z liści, ale tego nie robię.
- Jestem zmęczony. - mówi po chwili i się przeciąga.
Śmieje się cicho.
- Koniec pracy? - pytam rozbawiona.
- Koniec. - potwierdza James.
Pod wpływem chwili klasę głowę na tego torsie i wtulam się w niego. James mruczy coś niezrozumiale, po czym oplata mnie ręka w pasie mocno do siebie przyciągając. Uśmiecham się. Zapach jego wody kolońskiej otacza moje ciało, a silne ramiona trzymają blisko niego.
A ja chyba się zakochałam. Zakochałam się w chłopaku, którego znam kilka dni. Zakochałam sie w chłopaku, o którym nic nie wiem. Zakochałam sie w Jamesie. POMOCY!
______________________________________________________________________________

Mam nadzieję, że nie popełniłam zbyt wielu znaczących błędów. Jeżeli jednak tak, to napiszcie mi, proszę :)
Każdy komentarz niezwykle motywuję!
Następny rozdział już niedługo :)
~ninj me

środa, 13 listopada 2013

Rozdział 2 [Prawdziwa ja]

Następnego dnia budzę się wyspana i zadowolona. Pierwszy raz od kilku tygodni nie nawiedził mnie sen o mężczyźnie-mordercy. Oswobadzam się z puchowego kokonu, który stworzyłam sobie w nocy, kiedy było mi zimno i kieruję się do łazienki, zgarniając po drodze ubrania z szafy. W łazience myję się, czesze i ubieram, po czym wychodzę. Następnie pakuję książki do torby, zabieram sweter wiszący na krześle i wybiegam z pokoju.
Na dole, w salonie, czeka na mnie babcia z talerzem kanapek. Siadam obok niej, łapię za jedną z kanapek i odgryzam jej duży kawałek.
- Witaj wnusiu. – wita mnie starsza kobieta.
Uśmiecham się do niej z pełną buzią.
- Nie miałam dzisiaj snu. – mówię po połknięciu kęsa.
Babcia przygląda mi się ze zmarszczonym czołem i lekko przymrużonymi oczami.
- Jak to? – pyta po chwili.
- Nie śnił mi się ten sen co zawsze. – odpowiadam jej z jeszcze większym uśmiechem.
Kobieta patrzy na mnie z ciekawością oczach, które przybrały kształt wąskich linii. Mój uśmiech blednie, zastanawiam się co jest nie tak. To chyba dobra wiadomość, że sen, który nawiedzał mnie co noc, już przestał się ujawniać. Jednak mina babci nie mówiła nic dobrego.
- Spotkałaś może kogoś… Innego niż wszyscy? – pyta babcia.
Kręcę głową z niepokojem.
- A poznałaś kogoś nowego?
Przytakuję i odgryzam kolejny kęs kanapki.
- A miał może jakieś… Inne oczy lub tatuaże? – dopytuję babka.
Przyglądam się kobiecie ze zdziwieniem. O co jej chodzi? – zadaję sobie pytanie w myślach. Połykam kęsa i odpowiadam:
- Nie, babciu, nic z tych rzeczy.
Przywołuję w myślach obraz Jamesa i mimowolnie się uśmiecham. Jest w nim coś, co sprawia, że radość wypływa ze mnie, coś takiego… magicznego.
- No, dobrze wnusiu, idź już bo się spóźnisz. – kobieta całuję mnie w policzek, wstaję, zabiera talerz po kanapkach i wychodzi z salonu.
Siedzę jeszcze chwilę, otępiała, w sumie nie wiem czemu. Kątem oka spoglądam na zegarek, wskazuje on 7.26. Gwałtownie zrywam się z kanapy i rzucam się biegiem do wyjścia z domu. Po chwili znajduję się na ulicy, szybkim marszem idę w stronę przystanku. Po drodze wyciągam z torby okulary przeciwsłoneczne, pod wpływem moich gwałtownych ruchów, z mojej torby wypada kilka rzeczy. Schylam się, aby je pozbierać.
- Daj, pomogę. – słyszę znajomy głos i już po chwili razem ze mną, książki zbiera James.
Uśmiecham się do niego, po czym wkładam zeszyty do torby. W między czasie spostrzegam, że szatyn przecięty łuk brwiowy.
- Co ci się stało? – pytam, wskazując dłonią na brew chłopaka.
James przyłożył dłoń do rany, a następnie machnął drugą ręką na znak, że wszystko okey.
- Pomagałem ojcu w… garażu… i spadła na mnie… deska… z półki. – mruczy chłopak, a następnie wkłada ręce do kieszeni jeansów.
Do szkoły docieramy równo z dzwonkiem. Zajmuję swoje miejsce w ławce i czekam na nauczycielkę. Na tym samym polegały moje następne lekcje.
Po szkole poszłam do siebie do domu. Na wejściu spotkałam mamę i babcię, które wybierały się do ogrodu, aby wypielić chwasty w skosić trawę. Postanowiłam, że pójdę z nimi. Kochałam nasz ogród, o który dbałam razem z babcią i mamą. Uwielbiałam przesiadywać w nim z książką w jednej ręce i herbatą w drugiej, przykryta kocem, otulona zapachem świeżo skoszonej trawy i kwitnących róż. Nigdy się nikomu nie przyznałam, ale ogrodnictwo i czytanie książek to moje dwie największe pasje. W szkole nikt nie wie o moich hobby, bo to by mi zniszczyło reputację, tak przynajmniej myślę. Wszyscy w mojej klasie sądzą, że jestem imprezową nastolatką, ale tak nie jest. Nikt nie wie jaka jestem naprawdę. Kiedyś miałam przyjaciela, który wiedział, miał na imię David, jednak on się wyprowadził do Kansas, a nasz kontakt się urwał.
Wbiegam po schodach na górę, wpadam do pokoju jak oszalała, rzucam torbę w kąt i z hukiem otwieram szafę pełną ubrań. Wyjmuję z niej czarne legginsy i szary, stary T-shirt, nakładam je, po czym zbiegam na dół do kuchni. Nalewam do szklanki wodę, którą potem wypijam, wrzucam szklankę do zlewu, nie patrząc na to, że jest szklana i mogła się rozbić. Wychodzę z kuchni i kieruję się do holu. Zakładam moje ulubione, wyblakłe trampki i wychodzę z domu, gotowa na pracę w ogródku.
- Nie musiałaś się tak śpieszyć. – mówi mama i podaję mi sekator. Macham rękę, dając jej do zrozumienia, że musiałam się śpieszyć, a potem zabieram od niej sprzęt. – Poprzycinaj gałęzie wierzby. – nakazuje kobieta i wraca do wyrywania chwastów.
Posłusznie idę w stronę drzewa, depcząc po drodze kilka, wyrwanych przez moją rodzicielkę, roślin. Przycinam końce cienkich gałązek potężnej wierzby, podczas gdy mama i babcia bawią się w podlewanie kwiatów i wyrywanie niepotrzebnych chwastów.
Kończę pracę przy drzewie kilkanaście minut później, więc idę do mamy, aby przydzieliła mnie do kolejnego zadania. Kobieta każe mi wyczyścić dużą, drewnianą huśtawkę, a następnie odkurzyć altankę. Łapię za szmatkę, moczę ją w letniej wodzie i wycieram drewniane części huśtawki. Nagle słyszę jak ktoś krzyczy moje imię, odwracam się i widzę Jamesa stojącego za płotem. Uśmiecham się ponuro i podchodzę do niego.
- Wow, Diamond, nie wiedziałem, że lubisz prace w ogrodzie. – mówi lekko podniesionym głosem chłopak.
Właśnie takiej sytuacji wolałabym uniknąć. Nie chce, aby James rozpowiedział, że bawię się w jakiegoś ogrodnika zamiast pójść na imprezę, czy coś podobnego.
- Ja właściwie… - jąkam się, szukając w głowie dobrego wytłumaczenia.
- Spokojnie, nikomu nie powiem, że pracujesz w ogrodzie, twoja reputacja nie zostanie naruszona. – zapewnia mnie James.
Oddycham z ulgą, po czym uśmiecham się do chłopaka.
- A co ty tu robisz? – pytam po chwili.
- Przyszedłem do ciebie, aby zapytać się, czy nie chciałabyś pójść ze mną na spacer, ale widzę, że jesteś zajęta. – chłopak przejeżdża dłonią po włosach i uśmiecha się.
- Chętnie bym z tobą poszła na spacer, ale niestety muszę to skończyć.
Podnoszę do góry szmatkę i wskazuje nią na huśtawkę.
- A może ci pomogę? – pyta James.
Patrzę na niego, lekko zdziwiona, po czym uśmiecham się jeszcze szerzej i odpowiadam:
- Przyda mi się pomoc.
Wpuszczam chłopaka do ogródka, podaje mu drugą szmatkę i prowadzę go do huśtawki. Razem czyścimy ją, a następnie zajmujemy się altanką. Sprzątamy w niej zadziwiająco szybko, bo kończymy już po trzydziestu minutach.
Później proponuję chłopakowi, abyśmy zrobili sobie mały piknik w ogródku. Idę do kuchni, zabieram paczkę chrupek serowych, dzbanek z herbatą mrożoną, owoce kroję w kostkę i wrzucam je do miski. Wychodząc z domu, biorę pod pachę koc i staram się utrzymać w rękach wszystko co wzięłam. Z trudem dochodzę do miejsca, w którym siedzi James. Rzucam wszystko na ziemię, oprócz dzbanka i owoców, a chłopak podnosi się. Kładziemy wspólnie koc na trawie i stawiamy na nim jedzenie i picie. Kątem oka zauważam, że James trzyma w ręce książkę, którą zostawiłam w altance kilka dni temu. Chłopak chyba zauważa, na co patrzę, bo pyta:
- To twoja?
Przytakuję nieśmiało.
- Ciekawy opis. Nie wiedziałem, że czytasz książki. – spuszczam wzrok – I chyba nikt nie wie. – dodaję po chwili James.
Po raz kolejny przytakuję, po czym siadam na kocu.
- Nie powinnaś się z tym kryć. Nie jesteś taka, za jaką biorą cie wszyscy.
Odwracam głowę w stronę altanki i wbijam w nią wzrok. Nie chcę patrzeć na Jamesa, gdyż jego wzrok coraz bardziej mnie zachęca do powiedzenia mu całej prawdy o sobie.
- Nie chce być nielubianą, cichą myszką. – mruczę w końcu.

Potem już nie wracaliśmy do tego tematu, rozmawialiśmy tylko o nadchodzącym balu jesiennym, najbliższych sprawdzianach i książkach. James poszedł do siebie, kiedy było już ciemno, a ja zebrałam rzeczy i wróciłam do domu. Umyłam talerze, po czym pobiegłam na górę, do pokoju, aby zrobić prace domową i trochę się pouczyć. 

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 1 [Rozpoczęcie historii]

Rano budzę się kompletnie niewyspana. Przecieram dłonią oczy, zrzucam z siebie miękką kołdrę i stawiam stopy na zimnej, twardej posadzce. Podchodzę do szafy, z której wyciągam jasną koszulę na ramiączkach i czarną spódnice. Wchodzę do łazienki, myję się, czeszę i ubieram. Wracam do pokoju, który jest pełen różnobarwnych ramek ze zdjęciami moimi i moich przyjaciół, plakatów różnych zespołów rockowych i książek o różnej tematyce. Ściany pomieszczenia mają kolor kremowy, a meble są jasne, wykonane z drewna. Naprzeciwko dużego łóżka znajduje się wielki regał z książkami, które przeczytałam w ciągu swojego życia.
W pośpiechu spostrzegam, że moja komórka wibruje. Podnoszę ją z biurka i czytam powiadomienie. Moja przyjaciółka Kelly przysłała mi smsa o treści „O 7.30 na przystanku.”. Uśmiecham się i rzucam koszulkę do spania na łóżko. Wybiegam z pokoju, łapiąc po drodze torbę, po czym zbiegam jasnymi, marmurowymi schodami. W kuchni witam się z rodzicami zwykłym „cześć”, łapię za butelkę wody mineralnej, po czym pośpiesznie wchodzę do salonu, gdzie całuję babcię w policzek i siadam obok niej. Można powiedzieć, że babcia jest moją drugą matką, ale pierwszą w kolejności. Nie wyobrażam sobie dnia bez jej obecności, to ona mnie wychowała, była przy mnie i nadal jest, gdy jej potrzebuje. Babcia wie także o moich dziwnych snach, będących już rutyną i wspiera mnie w każdy możliwy sposób.
- Witam cię. – szepcze babcia, jak zwykle z nosem w książce.
- Cześć babciu. – odpowiadam i biorę łyka zimnego napoju.
- Jak ci się spało? – pyta starsza pani, odkładając książkę na mały stolik do kawy.
- Jak zwykle. – rozmasowuje skronie – Mam dzisiaj rozpoczęcie roku.
- Widzę. – babcia wskazuje na mój strój, marszcząc czoło.
Uśmiecham się niewinnie i wstaję. Wiem, że babcia nie lubi, gdy odsłaniam ramiona i kolana, jednak w tej sprawie nie konsultuje się z nią.
Jeszcze raz całuję babcię w policzek, żegnam się z nią i ruszam w stronę dużego holu, będącego centrum domu. Willa, nazywana inaczej domem, jest ogromna i bardzo luksusowa. Na wejściu odznaczają się złote elementy i marmurowe zdobienia, których nie da się nie zauważyć. Kuchnia i salon są urządzone z przepychem i elegancją, łazienki także są bardzo wypasione i przepełnione zdobieniami, a sypialnie, wszystkie oprócz mojej, wystrojone w stylu romańskim. Czasem śmieję się, że to pałac, a nie dom.
W holu, zakładam czarne baleriny na małym obcasie, krzyczę, że wychodzę i wybiegam w pośpiechu z domu. Na zewnątrz witają mnie ciepłe promienie słońca i poranny śpiew ptaków. Zaciągam się zapachem róż posadzonych przy ogrodzeniu i wychodzę szybik krokiem na ulicę. Szybkim krokiem docieram do przystanku autobusowego, gdzie czeka na mnie Kelly. Witam się z niską, blondynką o zielonych oczach, ubraną w czarną spódnicę, białą koszulkę, ciemny żakiet i czarne, wysokie szpilki, które dodawały jej kilka centymetrów.
- Czekam na ciebie już pięć minut. – warczy przyjaciółka na powitanie.
- Mi też miło cię widzieć. – odpowiadam jej z uśmiechem.
Kelly przybiera minę urażonego dziecka, któremu kazało się czekać na cukierka, stuka kilka razy obcasem i zakłada ręce na piersi.
- To jakie tym razem masz wytłumaczenie? – pyta, a następnie wydyma wargi.
- Zaspałam.
Dziewczyna mierzy mnie swoim lodowatym wzrokiem i uśmiecha się pod nosem.
- No dobra, wybaczam. – mówi przyjaciółka i przytula mnie mocno, swoimi chudymi ramionami.
Wyswobadzam się z uścisku i chce coś powiedzieć, ale wtedy podjeżdża autobus i Kelly ciągnie mnie w jego stronę. Wsiadamy do środka zatłoczonego busa i jedziemy nim kilka przystanków, rozmawiając o nowym roku szkolnym.
- Co ty na to żeby pójść dzisiaj do centrum handlowego na jakieś małe zakupy? – pyta blondynka.
- Niezły pomysł. – odpowiadam jej z uśmiechem. – A pójdziemy potem do Strawberry Milk?
Strawberry Milk to nasza ulubiona kawiarnia. Podają tam pyszne szejki i cista owocowe. W dodatku pracuje tam o dwa lata starszy od nas chłopak, który podoba się Kelly, jak mniemam z wzajemnością.
- Jasne, że tak.
Na szóstym przystanku, wysiadamy i kierujemy się w stronę naszego liceum. Dochodzimy do niego kilka minut później i z uśmiechami, wchodzimy do środka. Po korytarzach snuję się pełno moich rówieśników oraz nauczycieli pochłoniętych papierami. Razem z Kelly wchodzimy do naszej sali, gdzie wita nas kilkoro przyjaciół. Chwilę rozmawiamy o tym co robiliśmy w wakacje i o naszych planach na ten rok, potem przyszła nasza wychowawczyni i poprosiła o zajęcie miejsc. Siadam w ostatniej ławce koło Kelly i oczekuje, aż Lilly – moja przyjaciółka, która zawsze siada obok mnie – usiądzie na miejscu obok, ale ona idzie do Miley i opada na krzesło stojące koło niej. Pytam się czemu to zrobiła, ale ona tylko wzrusza ramionami i odwraca się do mnie tyłem. Chce coś powiedzieć, ale nauczycielka mnie uprzedza.
- Proszę o uwagę – krzyczy kobieta, każdy uczeń patrzy na nią – na samym początku chciałabym wiedzieć czy wakacje były udane. – każdy wydaje z siebie pomruk zadowolenia – A więc przejdźmy dalej. – kobieta grzebie trochę w swoich papierach, po czym wychodzi na korytarz i kogoś woła. Do klasy wpada chłopak, szatyn o dużych oczach, niestety nie widziałam ich koloru, stał za daleko, a za nim wchodzi dziewczyna, drobna brunetka w okularach. Ich rysy twarzy były niemalże takie same, jednak ich postura znacznie się różni, chłopak jest wysoki i barczysty, bardzo umięśniony, a dziewczyna niska, drobna i chuda. – Poznajcie Jamesa i Amandę. Są nowi w mieście i dobrze by było, gdyby któreś z was pomogło im się zaaklimatyzować. – nauczycielka rozgląda się po klasie – Amanda, proszę usiądź obok Diamond – kobieta wskazuje na mnie, a blondynka kiwa głową i podchodzi do mnie, po czym opada na krzesło – a ty James usiądź koło Denisa – wychowawczyni wskazuje na blondyna siedzącego przede mną, chłopak uśmiecha się i przez chwilę na mnie patrzy, rumienię się i spuszczam wzrok, czekając na koniec tej niby uroczystości.
Wychodzę ze szkoły, szczęśliwa, że nie muszę już słuchać zażaleń wychowawczyni i razem z Kelly udaję się do nowo powstałego centrum handlowego. Do celu dochodzimy w kilkanaście minut i już po chwili szukamy fajnych ubrań w naszym ulubionym sklepie.
Do kawiarenki dochodzimy godzinę później, siadamy przy naszym ulubionym stoliku i zamawiamy dwa szejki truskawkowe z bitą śmietaną. Obsługuję nas Damian – obiekt sympatii Kelly, więc staram się nie odzywać i pozwolić Kelly złożyć zamówienie.
- Poproszę dwa szejki truskawkowe z bitą śmietaną i czekoladową posypką. – mówi Kelly, robiąc przy tym najsłodszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałam.
- Już się robi. – odpowiada kelner i odchodzi.
Kelly nadal uśmiecha się. Moim zdaniem, wygląda głupio, ale to tylko moja opinia.
Po chwili kelner przynosi nam napoje, a my sączymy przez słomkę różową, gęstą ciecz. Rozkoszuję się smakiem szejka. Jeszcze chwilę rozmawiam z Kelly, jednak potem muszę się zbierać, więc zostawiam przyjaciółce banknot i wychodzę z kawiarenki. Po drodze do domu spotykam Amandę i jej brata, Jamesa. Podchodzę do nich po cichu, tak aby słyszeć o czym rozmawiają. Uwielbiam podsłuchiwać.
- Jezu, ale ty jesteś nie kumata. – mówi James, wygląda na zdenerwowanego. – Masz się z nią zaprzyjaźnić i tyle.
- Nie zmusisz mnie do tego. – warczy na brata Amanda.
- Ja się do niej nie zbliżę tak dobrze jak ty. – mruczy zażenowany szatyn.
- Sory, ale ja ci nie pomogę. Nie podoba mi się ta dziewczyna. Wygląda na sztuczną.
- Nic mnie to nie obchodzi.
- A mnie nie obchodzi to, że musimy ją poznać, tak? Jak chcesz to się z nią zaprzyjaźniaj. Mnie w to nie mieszaj. – mówi podniesionym głosem Amanda i odchodzi.
Jestem strasznie ciekawa o kim mówili, jednak nie przyznam się, że podsłuchiwałam, bo nie wyszłoby najlepiej. Robie kilka kroków do tyłu, ponieważ chce odejść, jednak zanim udaje mi się uciec, zostaje zauważona przez Jamesa.
- Hej, Diamond, co ty tu robisz?
Sztywnieje na dźwięk swojego imienia. Chłopak podchodzi do mnie z rękami w kieszeniach jego jeansów.
- Ja… Szłam do domu i… Zauważyłam was i…
James przygląda mi się ze zmrużonymi oczami i zmarszczonym czołem. Mierzy mnie wzrokiem i uśmiecha się.
- Właściwie to dobrze, że cię spotkałem. Nie znam okolicy, mogłabyś mnie oprowadzić? – pyta James, a ja wzdycham z ulgą, spodziewałam się jakiejś awantury.
Kiwam głową i każe chłopakowi iść za mną. Przechadzamy się po mieście, rozmawiając i śmiejąc się ze wszystkiego. Opowiadam mu o fajnych miejscach, kawiarniach i o parku w śródmieściu oraz o miejscach, do których nie powinno się zbliżać, takich jak domek w lesie, podobno jest siedzibą jakiś gangsterów, nie wiem, nigdy tam nie byłam.

Spacer zajmuje nam ponad dwie godziny. Żegnamy się pod moim domem zwykłym „do jutra”, po czym wbiegam do domu i nic nie mówiąc, biegnę na górę, otwieram drzwi do pokoju i rzucam się na łóżko. Biorę książkę, leżącą na szafce nocnej, otwieram ją i zatapiam się w jej świecie, rozmyślając przy tym o dzisiejszym dniu i dziwnej rozmowie Jamesa i Amandy.

sobota, 9 listopada 2013

Prolog

To musi być sen – powtarzałam sobie – To jakiś cholerny koszmar! - krzyczę we wnętrzu. Co noc ten sam sen, ta sama historia. Mężczyzna zabija kobietę z zimną krwią i bez chwili zawahania. Kobieta krzyczy, podczas gdy mężczyzna macha nożem przed jej twarzą. Przyglądam się temu z obrzydzeniem i przerażeniem nie do opisania. Najgorsze jest to, że nie mogę nic zrobić. Siedzę w kącie szarego pokoju i po prostu patrzę jak kobieta umiera, a mężczyzna czerpie z tego nie małą radość. W pewnym sensie czuję ulgę, że krzyki ucichły, ale wtedy mężczyzna zauważa mnie, siedzącą na podłodze i łkającą. Podchodzi do mnie z chytrym uśmiechem, wyciera ostrze pokryte krwią o swoją zieloną koszulkę i przystawia mi je do gardła szepcząc coś niezrozumiale. Połykam nadmiar śliny, który zebrał mi się z gardle i czekam na ruch mężczyzny. Ten jednak zamiast poderżnąć mi gardło, odchodzi ode mnie i kiedy myślę, że chce mnie zostawić, odwraca się i wymierza mi cios w twarz. Wtedy się budzę zalana potem i łzami.
Zapalam lampkę stojącą na jasnej, drewnianej szafeczce nocnej i spoglądam na zegarek. Czerwone cyferki na elektronicznym budziku wskazują godziną 3.48. Wzdycham nerwowo i wstaję z łóżka. Po cichu wchodzę do łazienki zrobionej w angielskim stylu i przemywam twarz zimną wodą. Kiedy zimno rozchodzi się po moim ciele, czuję ulgę. Wycieram twarz i patrzę w lustro. Naprzeciw mnie stoi chuda brunetka z worami pod jej ciemnymi oczami i kilkoma piegami na małym nosie. Wzdycham. Wychodzę z łazienki na palcach i znów udaję się do łóżka z nadzieją, że koszmar nie powróci, a ja spokojnie dotrwam do ósmej rano – do rozpoczęcia roku.