Następnego ranka budzi mnie budzik, stojący na szafce przy łóżku. Nerwowo go wyłączam, zrzucając go przy tym z drewnianej konstrukcji. Gwałtownie zrzucam z siebie, miękką kołdrę i wstaję. Zimno oblega mnie z każdej strony, przez co moje ciało przechodzi dreszcz. Podchodzę do szafy, z której wyciągam szarą spódnicę i białą bluzkę z czarnym sercem. Wchodzę do łazienki, myję się i ubieram. Zbiegam na dół, w kuchni witam się z rodzicami i babcią przygotowującą dwie herbaty.
- Cześć wnusiu, jak noc? – pyta starsza kobieta.
- Brak snu. – odpowiadam, nadgryzając zielona jabłko.
Na chwilę zapada cisza, którą przerywa gwizd z czajnika. Babka zalewa herbaty i podaje jedną mnie. Łapię za kubek i biorę łyka słodkiego napoju.
- A ten chłopak co wczoraj tu był…?
- To James. – wyjaśniam. – Jest nowym uczniem.
Kobieta przygląda mi się ze zmrużonymi oczami i kilkoma dodatkowymi zmarszczkami na czole.
- Miły chłopak. – stwierdza babcia i wychodzi z pomieszczenia.
Dokańczam pić herbatę, wkładam kubek do zlewu, po czym idę do holu. Zakładam szare trampki, zabieram klucze i wychodzę. Na dworze jest ciepło. Wrześniowe słońce otula moją twarz, a lekki wiaterek przemyka pomiędzy drzewami, zderzając się z moim ciepłym ciałem. Idę w kierunku przystanku, do którego mam zaledwie kilka minut drogi. Gdy tam docieram, zauważam mój autobus, wbiegam do środka, zakładam słuchawki na uszy i włączam piosenkę 9 Crimes, Damiena Risa.
Do szkoły docieram kilka minut przed pierwszą lekcją. Witam się z przyjaciółmi i pozwalam sobie odpłynąć myślami gdzieś daleko.
W całej szkole rozbrzmiewa dźwięk dzwonią sygnalizujący, ze lekcja się skoczyła i przyszedł czas przerywa na Lunch. Pośpiesznie ruszam w stronę największego pomieszczenia, jakie znajduje się w całym kompleksie edukacyjnym tego miasta. Po drodze mijam kilka znajomych twarzy, które próbują mnie zatrzymać, jednak nie marnuje czasu na rozmowy i po prostu brnę przez tłum uczniów do stołówki. Pchnę ciężkie, metalowe drzwi prowadzące do mojego celu i udaje się w stronę stolika, przy którym siedzą już Kelly, jej chłopak Eric oraz James i o czymś zawzięcie dyskutują. Podchodzę do stolika, zdziwiona ich obecnością, myślałam, ze będę pierwsza. Opadam na krzesło z hukiem. Twarze przyjaciół odwracają się w moja stronę. Uśmiecham się, po czym z torby wyciągam jabłko, w którym już po chwili zatapiam swoje żeby.
- Diamond, idziesz dzisiaj ze mną do galerii kupić jakieś nowe ciuchy? - pyta Kelly jedząca muffinkę jagodową.
Rozglądam się po sali szukając jakiejś wymówki. Dzisiaj po lekcjach chciałam dokończyć pielęgnować ogródek i trochę pouczyć się do matematyki, jednak nie powiem tego przyjaciółce. Nerwowo stukam paznokciami w blat stołu i spoglądam na Jamesa ze zmieszaną miną.
- Ja... - zaczynam. Nie jest mi jednak dane skończyć, gdyż James przerywa mi swoim miękkim głosem.
- Diamond i ja chcieliśmy się dzisiaj spotkać.
Kiwam szybko głowa, po czym ponownie biorę kęs zielonego owocu. Kelly spogląda na mnie, na James i spowrotem na mnie. Widać, ze nie zbyt wierzy brunetowi.
- Jak to spotkać? - pyta wkońcu dziewczyna.
Mój wzrok ponownie wędruje ku Jamesowi. Chłopak nerwowo drapie się po karku i odchrząkuje. Uśmiecham się, gdyż wiem, ze zaraz coś powie.
- Chciałem pójść z Diamond do kina. Tak żeby się lepiej poznać.
Brunet uśmiecha się z satysfakcja, po czym bierze łyka gazowanego napoju z puszki, która trzyma w dużej dłoni.
- czy to jest randka? - odzywa się Kelly.
O mało co nie wypluwam kawałków jabłka, gdy słyszę pytanie przyjaciółki.
- Nie. - odpowiadamy z Jamesem jednocześnie.
Blondynka mierzy mnie swoim chłodnym, pragnącym poznać prawdę wzrokiem i widać, ze chce coś powiedzieć, jednak nie udaje jej się przez dzwonek, którego dźwięk punktualnie roznosi się po placówce.
Każdy z nas wstaje i zbiera swoje rzeczy. Podnoszę torbę z podłogi i zakładam ja sobie na ramię. Odwracam się, aby wyjść ze stolowki, robię kilka kroków do przodu, po czym przewracam się poprzez zderzenie z kimś. Podnosze głowę i widzę Amandę - siostrę Jamesa, siedząca metr przede mną i trzymająca się skronie. Powoli wstaje i pomagam się podnieść Amandzie. Dziewczyna otrzepuje sie z kurzu, po czym gniewnie spogląda na mnie.
- Uważaj jak chodzisz. szmato. - syczy.
Odwraca się do mnie tyłem, zarzucając swoje rude loki na ramię.
- Słucham? - mówię zniesmaczona jej zachowaniem.
Amanda zastyga w bezruchu, jednak po chwili obraca się przodem do mnie z politowaniem wymalowanym na twarzy. Krzywie się, gdy dziewczyna podchodzi bliżej mnie.
- Ojej. Diamond nie jest przyzwyczajona do takich wyzwisk. Biedactwo. Nie jesteś święta, dziwko. - rudowłosa uśmiecha się cwaniacko.
Sztywnieje na dźwięk jej słów. Nigdy nikt nie wypowiedział takich slow w moja stronę. Zawsze każdy konflikt starałam się rozwiązać pokojowo, bez wyzwisk i przekleństw.
- Nie wiem jak mój brat może zadawać się z taka - dziewczyna lustruje mnie wzrokiem - sztuczną idiotka.
Każde jej słowo jest dla mnie jak cios w twarz. Czuje się słaba, ale i zła.
- Zostaw ja w spokoju. - momentalnie podchodzi do mnie James i łapie za przedramię - Nie znasz jej, nie masz prawa się o niej wypowiadać.
Amanda mierzy wzrokiem brata. Przyglądam się im, szukając podobieństw. Zauważam, ze kolor ich oczu jest identyczny, taki zimny i ciemny, a ich rysy twarz są do siebie bardzo podobne.
- Nie udawaj, ze ty ja znasz. - z zamyśleń wyrywa mnie piskliwy głos Amandy.
Mina Jamesa mówi, ze jest coraz bardziej wkurzony. Chcąc nie dopuścić do kłótni, łapie chłopaka za dłoń i splatam jego palce z moimi. Brunet spogląda na mnie. Uśmiecham się do niego, aby go trochę uspokoić.
- Może znamy się krótko, ale James wie o mnie bardzo dużo. I wcale nie jestem sztuczną idiotka, dziwka czy szmata, jak mnie nazwałaś. Nazywam się Diamond i proszę Cię abyś zwracała się do mnie po imieniu albo wcale. - mówię najbardziej uprzejmym na jaki mnie stać, po czym odchodzę ciągnąc Jamesa za rękę.
Puszczam jego dłoń dopiero przed sala chemiczna, w której mamy mieć lekcje. Odwracam się przodem do chłopaka i obrzucam go podenerwowanym spojrzeniem.
- Przepraszam za nią, zwykle taka nie jest. - mruczy chłopak drapiąc się po lekko zarośniętym policzku.
- Co ja takiego zrobiłam, ze nazwala mnie dziwka? Z tego co pamiętam to odkąd się pojawiliście nie zamieniła z nią nawet słowa. - wznoszę ręce do góry pod wpływem stresu.
Chłopak kładzie mi dłonie na ramionach w geście uspokajającym.
- To pewnie tylko jeden z jej humorków. - próbuje pocieszyć mnie James.
Grymas znika z mojej twarzy i zastępuje go szczery uśmiech. Może faktycznie James ma racje i zachowanie Amandy jest spowodowane zlym samopoczuciem lub czymś podobnym.
Po nie więcej niż minucie przychodzi nauczycielka i otwiera sale. Zajmuje swoje miejsce w ostatniej ławce obok Jamesa, wyjmuje zeszyt i próbuje skupić się na lekcji oraz zapomnieć o wydarzeniu, które miało miejsce w stołówce.
Po skończeniu lekcji wychodzę z budynku szkoły, szczęśliwa, ze wreszcie wrócę do domu. Idę spokojnym, równomiernym krokiem po parkingu szkolnym, gdy ktoś łapie mnie za rękę i przyciąga do siebie, tak ze stykamy się całymi ramionami. Patrzę w gore i dostrzegam, ze osoba ta jest James. Uśmiecham się, chłopak odwzajemnia uśmiech po czym puszcza moją dłoń. Idę dalej lekko zawiedziona, sama nie wiem z jakiego powodu.
- Dzisiaj tez siedzisz w ogródku? - pyta w pewnym momencie James.
- Tak. Muszę coś zrobić z tymi chwastami. - mruczę.
Chłopak zaczyna się śmiać. Dołączam do niego. Nagle James przestaje się śmiać i już tylko mój głos wypełnia ciszę miedzy nami. Staram się opanować teraz już nerwowy rechot, po czym spogląda na bruneta. Chłopak przygląda mi się z zafascynowaniem.
- Bardzo podoba mi się Twój śmiech. - mówi po chwili James.
Czuje ze się rumienię, wiec odwracam głowę i wbijam wzrok w koronę drzewa, które mijamy.
- A jak ci się spało? - pyta nagle James.
Nie odwracając się w jego stronę, odpowiadam:
- Dobrze. Wyspałam się jak nigdy.
- A zwykle się nie wysypiasz?
Odwracam głowę, tak aby zobaczyć jaka ma w danym momencie minę. Chłopak przygląda mi się z zatroskaniem w oczach. Lekko sie uśmiecham.
- Odkąd tylko pamiętam miewam koszmary. Zmieniło się to dopiero dwa dni temu.
Oczy chłopaka ciemnieją, a jego dłonie zaciskają się w pięści. James mruczy coś niezrozumiałe pod nosem. Marszczę czoło, pragnący dowiedzie się co powiedział.
- Wszystko okay? - pytam.
Chłopak wygląda na złego, ale i zaskoczonego. Tak jakby właśnie wygrał w totka i ktoś chciał mu wcisnąć na sile nagrodę, której on nie potrzebuje.
Łapie chłopaka za rękę, przez co rozluźnia dłoń. Jego palce spłatają się z moimi i lekko ściska informując, ze wszystko jest dobrze. Oczy Jamesa przyjmują błękitna barwę, a jego ciało rozluźnia się. Chłopak patrzy mi w oczy i uśmiecha się. Odwzajemniam ten gest i puszczam jego rękę w obawie, ze zaraz mnie upomni. Gdy tylko moja ręka odrywa się od jego dużej dłoni, James wydaje z siebie coś jakby jękniecie z niezadowolenia. Czuje się niezręcznie. Odchodzę od niego, po czym ruszam przed siebie zastanawiając się nad jego reakcja. Słyszę za sobą kroki Jamesa, który po chwili równa się ze mną i pyta:
- Pomoc ci w ogródku?
Spoglądam na niego. Chłopak ma uśmiech na twarzy i śmiesznie porusza brwiami. Śmieje się cicho.
- Nie musisz mi pomagać. Masz pewnie tysiąc lepszych zajęć. - mówię w końcu.
- Ale ja chętnie pomogę takiej ślicznej dziewczynie. - czuje ze się rumienię - Poza tym nie mam nic ciekawego do roboty.
Odwracam głowę czekając aż moje rumieńce zniknął, po czym spoglądam na chłopaka i uśmiecham się do niego. James także się uśmiecha ukazując idealnie równe, białe żeby i urocze dołeczki w policzkach.
- Skoro chcesz... - mruczę końcu nadal wpatrzona w jego niebieskie tęczówki.
Przez to, ze nie patrzę pod nogi, tylko w oczy chłopaka, potykam się o wystająca płytkę chodnikowa. Nie mogę złapać równowagi, upadam na ziemie. Zanim dotykam plecami ziemi, zostaje złapana za ramię. Podnoszę głowę i widzę Jamesa trzymającego mnie silnymi dłońmi. Jedna rękę zaciska na moim przedramieniu, a druga podtrzymuje mnie w talii. Zauważam na jego ramieniu niebieski ślad, jakby tatuaż w kształcie półksiężyca, a obok niego parę błękitnych zawijasów. Chłopak stawia mnie na nogach, po czym puszcza moje ramię, natomiast jego druga ręka nadal znajduje się na mojej talii. Zaciskam jedna rękę na jego czarnobiałej koszuli, a druga dotykam niebieskiego znamienia. Pod wpływem mojego dotyku, chłopak drży. Zafascynowana przyglądam się symbolowi na jego ręce. Chłopak najwyraźniej podłapuje mój wzrok, bo chwile później puszcza mnie i naciąga koszule tak, żeby nie było widać tatuażu. Spoglądam na jego tęczówki próbując odgadnąć co chłopak teraz czuje.
- Co to jest? - pytam wskazując miejsce, które chłopak przed chwila zasłonił koszula.
- Nic takiego. - mruczy James po chwili zadumy.
Nie podoba mi się jego odpowiedź, wiec frazę temat dalej.
- Przecież widziałam niebieski tatuaż. Dlaczego go ukrywasz? Jest piękny.
- Mam swoje powody. - odpowiada oschle chłopak.
Urażona jego tonem idę przed siebie, po czym skręcam w ulice przy której znajduje się mój dom. James dołącza do mnie. Resztę drogi milczymy. Boje się wspomnieć o tatuażu, gdyż jego ton poprzednim razem nie tylko mnie zniesmaczył, ale tez przestraszył.
Wchodząc do domu, czuje jak coś naskakuje na mnie i powala na ziemie. Zaczynam się śmiać, gdyż zauważam ze leży na mnie mój pies, Kardamon, inaczej Kar. Pupil zaczyna lizać mnie po twarzy. Tarmoszę go za uchem, gdyż wiem ze to lubi. Po chwili pies schodzi ze mnie i biegnie w kierunku Jamesa. Chłopak nie wie co zrobić, kiedy zwierzak zaczyna na niego szczekać i warczeć.
- Kardamon! - krzyczę ostrzegawczo - To przyjaciel!
Pies spogląda na mnie spode łba, po czym odchodzi z podkulonym ogonem. Śmieje się pod nosem. Każe chłopakowi pójść do salonu, a sama udaje się do kuchni gdzie siedzi mama i popijając herbatę. Podchodzę do lodówki, z której wyjmuje dwie wody mineralnej.
- Odebrałaś Kardamona od weterynarza? - pytam chwytając za pomarańcze.
- Tak, zadzwonili abym po niego pojechała.
Kiwam głowa, ze zrozumiałam i idę do salonu gdzie siedzi James i babcia. Zapomniałam ze jest w domu. Rzucał chłopakowi wodę, która ten łapie precyzyjnym chwytem.
- Cześć babciu. To jest James.
- Poznaliśmy się już.
Starsza kobieta uśmiecha się ponuro, po czym wstaje i idzie do holu. Wzruszam ramionami.
- Jasne. - odpowiada brunet, po czym jeszcze bardziej rozsiada się na fotelu.
Uśmiecham sie do niego i ruszam do holu, gdzie schodami kieruje się na gore. Będąc już w moim pokoju otwieram szafę i wyciągam z niej czarne legginsy, biała luźną podkoszulkę i błękitną bluzę. Szybko ubieram się w przygotowane ubrania, podwijam rękawy bluzy, zakładam trampki i podchodzę do lustra. Łapie za szczotkę i gumkę. Przeczesuje kilka razy moje ciemne, lekko falowane włosy, które następnie spinam w luźnego koka. Uśmiecham się do własnego odbicia, po czym rzucam szczotkę na biurko i wychodzę z pokoju. Schodzą marmurowymi schodami którymi docieram do holu, z którego wchodzę do salonu.
James widząc mnie wstaje z uśmiechem na ustach. Zagryzam dolną wargę.
- Niestety nie mam dla Ciebie nic na zmianę. - mówię zmieszana.
Chłopak macha ręka w geście mówiącym nic się nie stało. Odwracam się na plecami do chłopaka i wychodzę z salonu. Przechodzenia przez hol i kieruje się do drzwi, które następnie otwieram z hukiem. Wychodzę z domu, a za mną James. Idę do schowka, w którym trzymamy narzędzia, ziemie, nawozy różnej maści i inne pierdoły.
Wchodzę do środka i rozglądam się. Z półek zabieram sekator, łopatę i wiadro James wlecze się za mną z workiem pełnym ziemi. Wszystkie rzeczy rzucam na trawnik.
- Od czego zaczynamy? - pyta brunet kładąc mi rękę na plecach.
- Od kwiatów.
Wskazuje na dwa klomby pełne kwiatów i małych krzaczków, które wyglądają na lekko zaniedbane. Chwytam za sekator i wiadro, a James za ziemie i łopatę. Podchodzimy do kwiatów, które zacinam przycinać na końcach w trakcie gdy chłopak rozkopuje ziemie wokół nich i dosypuje trochę świeżej. Nagle wpadam na pomysł. Szybko rzucam sekator na ziemie, chwytam za garść ziemi i wysypuje ja na koszule Jamesa. Chłopak spogląda na mnie ze złości w oczach. Zaczynam się śmiać. Brunet mruży oczy i podchodzi do mnie bliżej. Z każdym jego krokiem próbuje się oddalić, jednak napad śmiechu nie za bardzo mi na to pozwala.
- Nie... Podchodź! - krzyczę przez śmiech.
Chłopak uśmiecha się cwaniacko, łapie mnie za ramię i unosi nad ziemie przewieszając mnie sobie przez ramię. Przestaje się śmiać i zaczynam walić pięściami w plecy chłopaka.
- Postaw mnie! - krzyczę nie przerywając uderzania go w plecy.
- Nie ma mowy. - mówi chłopak niosąc mnie gdzieś. - Masz łaskotki?
Wybucham śmiechem na jego pytanie. Od samego wspomnienia o nich chce mi się płakać ze śmiechu.
- N...nie powiem. - odpowiadam nie przestając się śmiać.
- To sam sprawdzę.
Chłopak kładzie mnie na trawie i siada na mnie tak, abym nie mogła się ruszyć. Jego ręce wędrują na mój brzuch i zaczynają mnie łaskotać. Nie mogę przestać się śmiać, kręcę się tylko i rechocze. James tez ma niezła zabawę, gdyż sam śmieje się z mojej reakcji. W pewnym momencie przestaje mnie łaskotać i kładzie się obok mnie.
- Zemsta jest słodka. - szepcze mi do ucha.
Czuje jego ciepły oddech na szyi i natychmiast przechodzi mnie dreszcz. Odwracam głowę w jego stronę tak, ze nasze spojrzenia się spotykają. Jego słodki oddech opłata moja twarz. Nie mogę oderwać wzroku od jego hipnotyzujących oczu. Mam nieodparta chęć pocałowania go. Nie wiem dlaczego, znam go zaledwie trzy dni. Nigdy jeszcze nie całowałam się z chłopakiem po kilku dniach znajomości, a teraz mam ochotę to zrobić. Zbliżam twarz do niego. Nasze usta prawie się stykają.
- Diamond! - słyszę znajomy glos zza mnie.
Odwracam się jak oparzona i widzę wysokiego blondyna stojącego za płotem. Od razu rozpoznaje twarz - to Daniel. Zrywam się z ziemi i podbiegam do furtki, która otwieram, a następnie rzucam się na szyję chłopakowi. Jego ręce oplatają mnie w talii i podnoszą lekko do góry. Kiedy Daniel stawia mnie na ziemi, odrywam się od niego.
- Jak ty...? Skąd...? - mam w głowie tysiąc pytań.
- Przyjechałem Cię odwiedzić.
- Tak na początku roku szkolnego? O nieładnie.
Kręcę palcem wskazującym przed jego twarzą, na co chłopak się uśmiecha.
- Tak właściwie to nie tylko w odwiedziny. Zostaje na stałe! - wykrzykuje chłopak.
Radość kumuluje się w moim wnętrzu, aż w końcu wybucha. Zaczynam piszczeć i skakać z radości. Kiedy już udaje mi się opanować, pytam:
- Tak na stałe, ze na stałe? - chłopak kiwa głowa - Ale jak to?
Blondyn wzdycha.
- Długa historia. Ale tak w skrócie to ojca znów przenieśli tutaj, wiec wracam.
Ponownie rzucam się chłopakowi na szyję. Przez te lata tak bardzo mi go brakowało, ze czasami potrafiła z tego powodu płakać. Był moim przyjacielem odkąd pamiętam. Razem wspinaliśmy się po drzewach, budowaliśmy zamki z piasku i słuchaliśmy muzyki. Daniel wie o wszystkim. Wie o mojej prawdziwej naturze. Powiedziałam mu jak mieliśmy bal gimnazjalny. Był zszokowany, ale w końcu to zaakceptował, a potem się wyprowadził.
Z zamyśleń wyrwa mnie główne, demonstracyjne chrząkniecie. Odwracam sie i widzę Jamesa stojącego tuż za mną z rękami założonymi na piersi.
- A tak. James to jest Daniel - mówię wskazując na blondyna, po czym zwracam się do Daniela - Daniel, to jest James.
Blondyn wyciąga rękę do bruneta która ten niechętnie ściska. Po przywitaniu, James zwraca się do mnie:
- Ja się idę napić.
Brunet odchodzi od nas.
- To Twój chłopak? - pyta Daniel.
Spoglądam na niego z rozszerzonymi oczami.
- Nie, nie, nie. - mówię zmieszana, sama jednak nie chce aby to była prawda.
Daniel widząc mój wyraz twarzy zaczyna się śmiać. Uderzam go łokciem w zebra, przez co chłopak natychmiast milknie.
- Podobasz mu się. - mówi po chwili blondyn.
Spoglądam na niego jak na istotę nie z tej planety.
- Znam go trzy dni. - próbuje się wybronić, nie wiem przed czym.
- Nie szkodzi. Widać, ze coś do Ciebie czuje i to nie jest zwykła przyjaźń.
Uśmiecham się pod nosem słysząc te słowa, jednak od razu karcę się w myślach za ten gest. Daniel najwidoczniej dostrzegł moje zachowanie, bo mówi:
- Tobie tez się podoba.
Zaczynam się histerycznie śmiać. Ten chłopak na serio mnie zna. Nawet Kelly się tego nie domyśliła.
Chwile jeszcze rozmawiam z Danielem, niestety chłopak musi iść do domu, aby pomoc w rozpakowywaniu rzeczy. Zegnam się z nim i każe mu do siebie zadzwonić wieczorem, a potem wchodzę na ogródek gdzie siedzi James. Chłopak siedzi na huśtawce trzymając jedno ramię na jej oparciu. Podchodzę do niego i siadam tuż obok, tak ze nasze ciała się stykają, a jego ramię jest za mną.
- Kto to był? - pyta po chwili, w jego głosie czuć zaciekawienie, ale i złość.
- Przyjaciel. - wyjaśniam.
Chłopak prycha. Spoglądam na niego. Ma zmarszczone czoło i ułożone w linie, blade usta.
- Nie widziałem żebyś przytulała się tak z każdym przyjacielem. – mówi w końcu.
Uśmiecham się pod nosem. Czyżby był zazdrosny? Nie, to niemożliwe.
- Nie widziałam go bardzo długo.
Słyszę kolejne prychniecie, po którym nie mogę się powstrzymać od powiedzenia co mam właśnie w głowie.
- Co ci się stało co? Piętnaście minut temu byłeś taki wesoły.
Chłopak patrzy na mnie nieobecnym wzrokiem i nic nie mówi. Mam ochotę przyłożyć mu z liści, ale tego nie robię.
- Jestem zmęczony. - mówi po chwili i się przeciąga.
Śmieje się cicho.
- Koniec pracy? - pytam rozbawiona.
- Koniec. - potwierdza James.
Pod wpływem chwili klasę głowę na tego torsie i wtulam się w niego. James mruczy coś niezrozumiale, po czym oplata mnie ręka w pasie mocno do siebie przyciągając. Uśmiecham się. Zapach jego wody kolońskiej otacza moje ciało, a silne ramiona trzymają blisko niego.
A ja chyba się zakochałam. Zakochałam się w chłopaku, którego znam kilka dni. Zakochałam sie w chłopaku, o którym nic nie wiem. Zakochałam sie w Jamesie. POMOCY!
______________________________________________________________________________
Mam nadzieję, że nie popełniłam zbyt wielu znaczących błędów. Jeżeli jednak tak, to napiszcie mi, proszę :)
Każdy komentarz niezwykle motywuję!
Następny rozdział już niedługo :)
~ninj me
Błędy? Jakie błędy?! Jesteś najlepsza! <3 Dawaj nexta, bo JAMES TO TAKIE SEKSOWNE IMIĘ, że już nie wytrzymuję!!! :D
OdpowiedzUsuńKoleś... Dawaj więcej JAMESA, bo sie zaczynam niecierpliwić... >< Pewnie jesteś jakąś gimbusiarą, która nie bierze niczego na poważnie i od czasu do czasu coś sobie napisze... Nie szanujesz mojego zdrowia psychicznego... DAWAJ JAMESA!!!! :)
OdpowiedzUsuń